Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Czerwiec 18, 2020 20:42

Ukryli się za ścianą lasu poeci współcześni.
Spomiędzy drzew, jak ze szczelin, wychodzą sarny, przywieram do kory, by mogły swobodnie przejść. Kurwa, robi się ciemno! Co będzie?!
Czekam na innych, których noszę jak orzechy w brzuchu. Niedługo urodzę. To będzie żołądź. Potem go zdradzę z innym drzewem.

Czerwiec 19, 2020 08:49

Czasem trzeba się przenieść, jak koleżanka, która ucieka od mieszkania pokrytego pleśnią. Czasem trzeba przysiąść w innym miejscu. Przenieść ławkę stojącą w krzakach, by lepiej zobaczyć chmury, gwiazdy i księżyc. Nie boję się przenosin.

Uczę się malować twarze. Chwilowo wychodzą karykatury: gruby kolega jeszcze bardziej gruby, tylko twarz syna nadal szczupła, bliska i wyraźna jak moja dłoń. Maluję w ukryciu. Gdy więcej w pobliżu ludzi, ręka mimowolnie drży. Nie chcę tego za bardzo okazywać, nie wszyscy lubią takie drżące dłonie. Gdy poszłam na rozmowę kwalifikacyjną do biblioteki narodowej, podałam dłoń kierownikowi, z którym chciałam się przywitać. Wyjął z kieszeni protezę, nastąpiła chwila konsternacji.
Tomasz a Kempis pisał, żeby nie być za bardzo w dobroci pewnym, bo nie wiadomo, ile w tej dobroci wytrwasz. Taka dłoń proteza jest jak dziecko autystyczne 
 wystarczy przytulić niewidoczność.

Dziś koleżanka poczuła chyba zazdrość. Jej córka nie dostała, jak mój syn, czwórki z matematyki. Powiedziałam, że młody poprawiał całe półrocze, a jej córka do poprawy nie podeszła. Musimy walczyć do końca. Musimy walczyć.

Ostatnio utkwiłam w kolorach. Postanowiłam pomalować nimi skrzydła helikoptera. Gdzie polecę? Nie wiem. Oby tylko nie było więcej wypadków.

Zobaczyłam na fejsie rzeźbę. Pół kobiety bez głowy, siusiającej w leciutkim rozkroku. Nie mam nic do rzeźby. Sama nieraz gubiłam głowę.

Czerwiec 19, 2020 16:58

Wypadłam z krwiobiegu. Z krwiobiegu prozatorskiego. Kropla po kropli szły wiersze.

Wczoraj się bałam. Przyszła potworna wichura, a wraz z nią burza. Bałam się, jak kotka Burcia mojego dobrego kolegi. Bardzo.

Czerwiec 19, 2020 18:29

Nabrały kolorów pory i selery po burzy. Sałata nieco większa i mocniejsza. Marchew, buraczki przerwane. Upał. Smaży się dzień jak mucha na patelni. Skwierczy. Promienie słońca niczym odpryski wchodzą w moje włosy. Czuję, że mogę być jeszcze jasna jak wiersze Joanny Wicherkiewicz.

 Jaki był pani tata? Znowu to samo pytanie od psycholożki.

 Widzi pani, tata siedział w ciągniku. Pojazd nie mógł ruszyć. I tak z bratem napieraliśmy na koła z tyłu. Pchaliśmy, ile się dało, z całych sił! Tak niemal przez całe życie. Aż wyrosły nam garby. Czasem wystają mi skrzela, jak u ryby na piasku, ale staram się nikomu o tym nie mówić.

Czerwiec 20, 2020 15:57

Pewna poetka pisze, że jej wiersz wszystko zniesie. A gdybym tak powiedziała: tak, twoje wiersze wszystko zniosą. Są jak rozpieszczona przez rodzica stara panna. Wiem. To by była nadmierna złośliwość, jak ocenianie, czy ktoś jest gruby bądź chudy.

Chyba nie ma dzieł, które wszystko zniosą. Może wiele, ale nie wszystko. Pokonają żywioły i czas. Tak samo jest z nami. Słowa będą dalej przekazywane, jak w domu z przeciekającym dachem. Trzeba tylko znaleźć suche miejsce, suchą półkę. Tam położysz swoje dzieło, położysz siebie z pieczątką ostatniego słowa na ustach. Paweł Podlipniak pisał, że śmierć to miejsce, nie czas.

Jesteśmy w ciągłym poszukiwaniu miejsc. Niektóre wymagają osuszających drenów, inne nawodnienia, i cokolwiek zrobimy, to zawsze będzie sprowadzać się do poszukiwania. I to jest z jednej strony nasza nędza, z drugiej zaś wielkość.

Czerwiec 20, 2020 16:10

Dawno temu byłam liściem tataraku zasłaniającym piękny staw z nenufarami. Dziś się obnażam.
Brud za paznokciem, jako brud codzienny, i ten niewidoczny, w środku. A teraz rzuć. Jeśli nie dźwigasz, jak ja kamieni wewnątrz, wyceluj we mnie cegłą, bowiem potrafi ze mnie wyjść potwór. Uważaj. Wypatroszy. Wypatroszy cię. Gdy się pospieszysz, urodzę kamień. Będzie śliski jak ryba wydobyta z mułu. Prześliźnie się przez twoje palce i spoczniesz na nim. Ziemia się zatrzęsie. To będzie oznaczało, że jestem wolna. Poza jądrem.

Dziś zadzwonił eks. Krzyczał.
 Pycha tobą kieruje! Nic więcej. Idziesz w złym kierunku!

Wrzeszczał. Wrzeszczał i tak rozlała się pustka po polach. Umarły we mnie kuropatwy, na chwilę.

czerwiec 20, 2020 17:21

Biegną ku mnie ciała dawnych kolegów. Zaczynamy grać w piłkę nożną.

Eks stoi za ogrodzeniem. Woła:  Głupi! Głupi biegają za piłką!

Czasem wypada być niepoważnym, by nie schylić się do poziomu błazna, który jest za bardzo poważny. Taki błazen najczęściej ma jedno oko, a to, co mu zostało, też zaczyna szwankować.

Jedno jest pewne  ze mnie poplątany kłębek. Kłębią się myśli. Muszą mi wyrosnąć mocne dłonie, by dokończyć to dzierganie piórem, które wiatr wyrwał z martwego ptaka.

Czerwiec 21, 2020 03:27

Odzywają się braki. Jestem jak sito, a może durszlak, przez który przelatują soki. To taki brak zdecydowania, brak wyboru między tym, co na durszlaku, a pod nim. Czy wybrać, mocną treść, twardą konsystencję czy może sok  ciecz? A jeśli utonę?

Wychodzę nad ranem na schodki. Siadam i cieszy wzrok zieleń; studiuję w dłoniach kształt liści. Latem jestem podobna do sosen i świerków. Zielone igły trzymają się mocno. Może jeszcze kiedyś zakwitnę? Przestanę być zwykłym durszlakiem. Dziury, pełno dziur we mnie. Co jeszcze przeleci? Nie wiem. Albo trzeba je zatkać. Tak też można.
Co zrobić z eks, by nie krzyczał?
Wyślę mu list. Do koperty włożę trochę ziemi z podwórka, kilka świerkowych igieł, parę maleńkich kamieni, listek paproci oraz stokrotki. To wszystko, co mam. Czasem zamiast słów trzeba podać materię, coś namacalnego.
Rozcieram w palcach wilgotną ziemię. Ładnie pachnie.

Czerwiec 21, 2020 16:00

Ktoś powiedział, że perły przynoszą nieszczęście. Zabobon. Eks wyrywał w dniu ślubu perłę za perłą z mojego bukietu. To nas nie ocaliło, ale eks wyleczył się z przesądów. Oglądam na fejsie zdjęcie pewnej śpiewaczki – żony i spełnionej matki. W uszach ma perły.

Niektórzy zarzucają mi egotyzm. Nawet jeśli zaglądam do obcych głów, spotykam siebie. O czym pisać na wsi pełnej traw i pól? Wiem. Wszystko ma znaczenie: smak, zapach,  dotyk, wzrok. Nawet obrzydliwe skrzypce, jakimi są pękające pod stopami ślimaki. To chyba jedyna obok disco polo muzyka, której unikam. 

Dlaczego piszemy? Bo ciągle ktoś lub coś nam przeszkadza. Bez przeszkód nie ma rozwoju. Gnuśniejemy, gdy mamy wszystko podane. Nocą szczekającym psom przeszkadzają inne psy. Nam przeszkadzają różne dźwięki. Mój pies urwał się ze smyczy. Poleciał głupek w pola i wyje do ptaków. Taki pies żyje we mnie. Jest przeszkodą. Czasem też krzyk dziecka. Czyli sami sobie przeszkadzamy.

Czerwiec 21, 2020 16:59

I znowu dziś burza, tyle że apogeum. Chyba. W deszczowej mgle świerki, sosny, brzozy i jaśmin straciły twarze. W takiej mgle nie ma mowy o twarzach. Bałam się, jak kotka Burcia.
Martwiłam o kwiaty jaśminu, które z daleka przypominają perły. Bałam się nawet o szkodliwe kolumny tui, ale też o warzywa. To nie był zwykły, ale mocny deszcz. Takiego w życiu nie widziałam.

A szynka w lodówce rozsiewa zapach. Czuć kminek, jałowiec, czosnek i pieprz ziołowy. Ale jak można piec, gdy wokół grzmoty?!
Listki warzyw przywarły do ziemi, u sałaty lekko skręcone. Mam nadzieje, że grad jej nie podziurawił. Tak się starałam, jeśli chodzi o pielęgnację.


Czerwiec 21, 2020 17:10

Pada. Płacze niebo, płaczą warzywa, przygięte od nadmiaru kropli do ziemi. Rzodkiewka przechyliła się na bok. Bardzo. Tylko zielony szczypior cebuli wytrwale stoi prosto, o dziwo. Jemu zawierucha nic nie zrobiła. Może dlatego, że cebula jak niebo wywołuje, szczególnie w czasie krojenia, płacz. Może cebula to siostra deszczu: i tu krople, i tam.

Kto by zastanawiał się nad tym wszystkim. Zrywamy sałatę, rzodkiewkę, kapustę. Jemy pomidory i inne warzywa, rośliny. Codziennie ktoś lub coś umiera, by inni mogli żyć. Jesteśmy. Tak, jesteśmy mordercami. Każdego dnia coś zabijamy.

Czerwiec 21, 2020 18:10

Tym deszczem nie należy się tak przejmować. Jeszcze rośliny ożyją, jeszcze w powietrzu będzie pląsać Łazarz.

Czerwiec 22, 2020 09:33

Czasem w dzień podwórko znaczą ruchliwe czarne punkciki wron. Podfruwają z kawałkami gałązek do komina. Strach pomyśleć co będzie, gdy rozpocznie się sezon grzewczy. Gdy jest kilku rożnych właścicieli komina, to nie jest dobrze. Zwłaszcza, jak trafi się dziki pod postacią ptaka z wymaganiami do własności. Czasem nasze uszy, mózgi, oczy wystawiamy na działanie czarnego.

Czarne są wierzeje mojej obory, jak czarne oczy głodnego dziecka. Ale od czasu do czasu widzę tam tatę – widzę w szumie wiatru, w przeciągu, który porusza starymi drzwiami. Czasem słychać klaśnięcie. Czarne są chmury i nasze charaktery, które wyzwalają grzmoty.

Czerwiec 22, 2020 10:05

Młody dziś oddaje podręczniki. Codziennie z czegoś się rozliczamy, przed kimś, przed sobą. Mamy własnego kierownika; dajemy mu zadania, pracę, plany do realizacji. I zadajemy sobie pytanie: Co dziś zrobiłam? Jedna mała rzecz...
Taki własny kierownik to wbrew pozorom niełatwa sprawa.

W sklepie trzeba mieć maseczki. Przez kilkanaście dni sklepowa nie upominała. Podobno kontrolę robią i sklepikarze kary płacą. Już za dobrze nam. Już, już robi się niedobrze. Znieśli obostrzenia, bo wybory. A wirus krąży.

Czerwiec 22, 2020 10:27

Rozlał się mój atrament, wokół czarne rzeki, czarne wstęgi pól. Tylko miejscami plamy zieleni przerzedzają ten smutny obrazek. Wielkie kamienie to szczyty gór, z których widać patchwork niższych partii.
Marzyłam w dzieciństwie, że będę pisać, ożywię rzeczy martwe
. Dziś spoglądam na rower i myślę

Chodź mój koniu przepiękny, pojedziemy na wichrowe wzgórza, poszukamy Heathcliffa.

Czerwiec 22, 2020 10:43

Może nie mam lekkiego życia. Nogi w betonie to nic dobrego. Ale ręce mam mocne, rozkrzewiają się niczym gałęzie starego drzewa, i umysł niesie daleko cichą pieśń wiatru.

Czerwiec 22, 2020 17:34

Rzeczywistość, jak rybi szkielet, leży pod płotem. Dotykam omszałych sztachet niczym świętych relikwii. Wszystko się zmieniło, mniej szarości, wokół ludzie gdzieś pędzą, tylko dom po cioci, sprzedany przez mamę, nadal szary. Może dobrze... Przecież nie będę w nim mieszkać, ja – stojąca z wmurowanymi w beton nogami.

Ten świat raczej się nie zmieni, żadna zaraza, ani strata, niczego nie da. To musiałoby dotknąć wszystkich. I co? Kto by o tym później napisał?

Ale niewykluczone, że jakiś kot policzy ofiary: pkb, stopień bezrobocia, zgony.

Od ości do ości.

Czerwiec 22, 2020 19:49

Wykończę się! Syn bez pozwolenia wziął telefon, ten wypadł mu na schodach i w dolnym, prawym rogu wyraźne linie i mała dziura. Wykończę. Znowu się nakręciłam...
Lubił robić zdjęcia chmurom. Tłumaczyłam, gdy pożyczał, żeby uważał. Dziś po raz pierwszy nie spytał i po telefonie. Słyszę głosy, rozsadzają głowę:

Pani Agnieszko, jak tam lektura transgresji? Jak transgresje? Jakie wnioski? Jak transgresje? Jak transgresje?

No, tak dzwonię. Chciałam się dowiedzieć, jak twój telefon. Tak dzwonię, tak dzwonię, tak dzwonię, tak dzwonię.

Wiesz, ona pisze tylko o starości i wyobcowaniu. Ona pisze o starości, kwiatkach, i ptaszki muszą być, ptaszki muszą być, ptaszki muszą być.

Nie mam siły. Kaput. Język na brodzie. Stary kapeć ze mnie. Nie potrafię nawet pozmywać. Wykończona jestem.

Za karę syna wyrzuciłam do pielenia jabłoni.

Ciasto drożdżowe stygnie. Mój mózg chyba się zagotował, napęczniał, jak to ciasto, i tylko głosy:

No, on od małego nie szanował rzeczy i teraz są tego efekty. Nie szanował rzeczy, nie szanował rzeczy, nie szanował.

Nieeeee!!!

Chyba poczytam coś dobrego. E. Dickinson nie mogę znaleźć. Wezmę Grochowiaka. Tylko gdzie ta Emily?

Czerwiec 22, 2020 22:37

Bliski człowiek, ten, który nazywa mnie jaskółczym umysłem, przed chwilą napisał, że z Janion to jednak bardziej skomplikowana sprawa. Prawdą jest, że w szóstej klasie musiała siedzieć po raz drugi, z tego, co wiem. I bliski człowiek napisał, że ona jest skomplikowana! No żesz! Łobuz! Jak mógł dać lizaka i tak zaraz zabrać?! Tfu! Na psa urok! Chlust święconą wodą na diabła! Ale obłaskawił, obiecał zadzwonić w czwartek. Jeszcze porozmawiamy o Janion.

Tak sobie myślę i myślę. Są takie świnie chodzące po świecie. W PRLu liczne przywileje, mordy u koryta... A tu raptem chodzi taka świnia z tamtych lat i pieprzy farmazony o patriotyźmie, Bogu i kościele. Nagle się nawrócił. Oportuniści!
Moja ciotka kiedyś powiedziała: – Twój tata się mylił. Chodziliśmy z wujkiem do kościoła. Ja bałam się dyrektora. Nawet nie wiesz, co w pracy przeżywałam, kochana.

Świnie zawsze były i będą. Będą towarzysz(yły). Taki człowieczy los.

Do drugiego znajomego przychodzą zmarli i z nim rozmawiają. Znajomy ma brata, ale o zmarłych bratu nie mówi, bo się boi, że spotkają go kraty.
Podobno jego nieżyjący ojciec siada w kuchni i popija herbatkę z cytryną.
Pytam, czy na serio on pije tę herbatę i doradzam znajomemu, aby policzył saszetki i zważył cytrynę.

Śmiejemy się.

Czerwiec 22, 2020 22:47

Znajomy opowiada, że pewna bogata właścicielka kamienicy z wielkiego miasta przychodziła do jego mamy krawcowej. Mama szyła bogatej stroje, a pani rozebrana do bielizny, delektowała się swoim ciałem i siedząc wytwornie na krześle, powtarzała z dumą: – No nic, tylko pieścić i pieścić.

Czerwiec 22, 2020 23:05

Około trzynastej zadzwoniłam do gminnej biblioteki. Przedstawiłam się grzecznie i zapytałam o Zafona.
– Czy to się pisze przez fał? – usłyszałam po drugiej stronie.
Dobrze, że nie powiedziała Dawid przez fał! Ręce opadają. Ciągle to samo. Wujek, ciocia, brat, szwagierka, siostra , syn, córeczka, siostrzenica. Ludzie! O, ludzie!

Czerwiec 22, 2020 23:34

A teraz na dzikich polach kventiaxu odpływam...

Czerwiec 23, 2020 18:55

Dziś przyjechało kilku mężczyzn w pomarańczowych kaskach przyciąć świerki pod linią napięcia, wzdłuż mojego ogrodzenia. Dwa z nich pokiereszowali – zbyt mocna to była przycinka. Teraz wyglądają jak małe dziewczynki, którym za krótko przystrzyżono włosy. Co zrobić... Najpierw szło dobrze, ale przy czwartym świerku, tuż obok dziewczynek, nastąpiła zmiana: zaczął ścinać jakiś młody, chudy facet i dziewczynom się dostało.

Niektórzy to mają, oprócz braku doświadczenia, ewidentny brak wyobraźni. I stoją płaczące dziewczynki, że grzywka za krótka, i za uszami wygolone. A chudy za uszami nie ma. Tak to jest na tym świecie.

Synku, świat jest niesprawiedliwy.

Przyjechała przyjaciółka. Przywiozła słoik frużeliny truskawkowej. Takich cudów jeszcze nie jadłam. Wypożyczyła na moje nazwisko Zafona i Murakamiego w pobliskim miasteczku.

Młody na wieczorku pożegnalnym siódmej klasy. Dziś przed południem trenował przekazanie sztandaru, taka próba przed zakończeniem roku szkolnego. Szczotka robiła za sztandar. Teraz odpoczywam. Czytam "moja" Romana Honeta.

Honet lekki nie jest, tak samo jak Norwid, ale wolę Romana. Cóż za wyobraźnia. Nie nadążam za mnogością rekwizytów. Ale to nic. Taka głupia przyjemność sado-maso. Przypomina mi Julię Fiedorczuk. Trzeba ich czuć, szczególnie "Psalmy" Fiedorczuk. Tak więc mam Murakamiego z biblioteki "Kafka nad morzem" i "Cień wiatru" Zafona. Podobno ludzie „kafką” zachwyceni. Przyznam szczerze, że za prozą współczesną nie przepadam. Śp. Poeta, Marek Kołodziejski, pisał, że życie jest zbyt krótkie, aby tracić czas na czytanie marnych książek. Marek czytał przeważnie poezje i eseje. Szczególnie zainteresowany był poezją lingwistyczną. Zobaczę, co mi z tego Murakamiego wyjdzie...

Marzą się czasy, gdy mieliśmy ciągnik, było więcej ziemi. Mama sprzedawała truskawki, kapustę. Czego ona nie miała. Na podwórku mnóstwo ptactwa. Nawet indyki, gęsi i perliczki odzywały się donośnie. Jednym słowem prawie jak u Pana Tadeusza.

Mama mówiła: – Dziś kukuś (czyli ja) przyjeżdża. Muszę narobić pierogów.

A teraz co? Wrrrrroooooonnnnyyyyy.

Czerwiec 23, 2020 19:24

Dzień ojca. Napisałam o nim wiele. Więcej niż go znałam, niż miałam z nim do czynienia. Nie przychodzi od lat. Trudno. Młody zadzwonił do taty rano z życzeniami.
Po południu kuzynka jechała z piwoniami na cmentarz. Stałam przy płocie. Powiedziała: – Cześć.

Gdy wracam ze sklepu, odprowadza mnie do domu zapach piwonii z mojego ogródka. Stara, dawna odmiana po mamie. Teraz takich piwonii raczej nie ma. Owszem, ładne, jakieś dziwne mieszanki, ale takie jakieś bezzapachowe, bez mocy.

Czerwiec 23, 2020 19:39

Tata to historia. Tata to olbrzymi świerk w moim ogrodzie. Fundamenty. Piwnica. Marzenia o pokoju mieszkalnym na górze. Marzenia o pokoju w ogóle.
Trociny i stary dach, i jego pieśń codziennie nad ranem. Tata to moc i ukojenie nerwów, rozłożyste jesiony.

Przez podwórko przeszło wielu ludzi. Podwórko – mapa wgłębień i bruzd. Wzlotów, upadków. Podwórko to stary człowiek z dzieckiem przyciśniętym do piersi. Mapa mgieł, szepty murów. Taniec, zieleń i biel. To schody przed domem, i ja na nich, mała, z szeleszczącymi od piasku truskawkami.
– Co by pani powiedziała tacie? – gdzieś odzywa się głos psycholożki.
– Nic. To jest chyba szczęście... –
Nic, a po nim kilka łez w ukryciu.

Ilość odsłon: 105

Komentarze

czerwiec 27, 2020 07:35

Mars:) jest mi niezmiernie miło. Cieszą Twoje słowa :) miło, że zajrzałeś. Dziękuję Ci. Trzymaj się.

czerwiec 26, 2020 23:08

"Wychodzę nad ranem na schodki. Siadam i cieszy wzrok zieleń; studiuję w dłoniach kształt liści. Latem jestem podobna do sosen i świerków. Zielone igły trzymają się mocno. Może jeszcze kiedyś zakwitnę? Przestanę być zwykłym durszlakiem. Dziury, pełno dziur we mnie. Co jeszcze przeleci? Nie wiem. Albo trzeba je zatkać. Tak też można" - ten fragment pozwolę sobie potraktować jako liryczny wiersz.

czerwiec 26, 2020 06:46

Leszku, dziękuję ślicznie:)

https://www.youtube.com/watch?v=nYnrAWG1JY8

czerwiec 25, 2020 19:50

Rzeczywiście dużo tego, nadaje się do publikacji.
Papierowej również.
Wydaje mi się że wczoraj dodałem tu komentarz, ale zniknął
Pozdrawiam

czerwiec 25, 2020 09:58

jak masełko nożem :)

czerwiec 25, 2020 09:48

Zapraszam :) proszę się nie bać długości. Kroi się wzrokiem jak nóż masełkiem.:)