Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

W dzieciństwie Olga miała wszy. Nabawiła się ich latem, gdy kolega z klasy popchnął ją na zardzewiałą, wystającą część szkolnej ławki. Na głowie wyrósł kaszak. Lekarze szybko go usunęli, ale włosy dziewczynki były brudne, zlepione krwią – idealna pożywka dla pasożytów. Przez całe lato uwiły solidne gniazdo.

Pewnego dnia pod nieobecność rodziców zaczęła myć włosy. Jako mała dziewczynka nie stroniła od eksperymentów. Do miski z wodą włożyła „Trybunę Ludu”. Z namoczonej strony groźnie spoglądało oko generała.

- I czego się gapisz?! - powiedziała z oburzeniem i pokazała język.

Pod koniec lat osiemdziesiątych wszy już praktycznie przestały istnieć. Jedna kiedyś na zajęciach z matematyki przebiegła po ławce. 

Ale była największa wesz – dyrektor szkoły podstawowej, do której Olga chodziła. Na szczęście dla Olgi powoli odchodził w zapomnienie i nie mógł się z tym pogodzić. Szkoła zmieniła imię – Aleksander Zawadzki też się „zmył”, jak papierowe oko generała, została sama Szkoła Podstawowa - bezimienna. Dyrektora Olga najbardziej nie lubiła. Uczył przyrody. Ojciec dziewczyny prawie przez całe życie walczył z podobnymi wszami: bratem ormowcem, dyrektorem z partyjnego ramienia, siostrą - dyrektorem wojewódzkiego szpitala, o której mówił ”jebana komunistka”. Dziewczyna przeżywała koszmar na lekcjach, które prowadził pan dyrektor (to nie był „ pan od przyrody”, jak u Herberta)

Zwykle podczas lekcji, na której czytał z podręcznika, jego biurko otaczał okręg złożony z zalęknionych dzieci.

Pewnego dnia Olga zaczęła rozmawiać z koleżanką. Dyrektor groźnie na nią spojrzał i krzyknął:

- Won do kąta! Tam won! Małpo do Ameryki! Ty małpo jedna!

Na lekcjach nie miał litości.

Musiała grzecznie podchodzić do jego biurka, gdy zamierzał pytać. Każdy przekroczony milimetr krawędzi podłogowej płytki kreślił najgorszą ocenę. Nawet gdy się bardzo starała przy odpowiedziach, w sprawdzianach, nie dostała nigdy oceny wyższej od trójki. Dopiero jak jedna z mam wstawiła się za Olgą na jednej z wywiadówek, pan dyrektor trochę zmienił kryterium oceniania, ale i tak nie był zbyt łaskawy.

- Janek, jak wygląda tulipan? – pytał.

- No... tego, no... żółty? czerwony? - odpowiadał niepewnie Janek.

- Olga, proszę coś o kwiatostanie opowiedzieć.

Jeszcze spotykała wszy, może nie w wersji nauczyciela od biologii, ale podobne

okazy, które dotykały niczym sieć pajęcza.

Później Olga miała długie, gęste włosy i chyba trzeba było bardzo pokochać tę głowę, by wydobyć z niej niechciane robaczki.

Ilość odsłon: 222

Komentarze

Konto usunięte

2-1

listopad 16, 2018 20:43

:)

listopad 16, 2018 20:31

Ha, dyrektor szkoły - wesz to "ciekawe" porównanie, ale całe opowiadanie dobrze się czyta, pisz dalej a będę czytał
Pozdrawiam

listopad 16, 2018 19:50

czas....

czas mógłby być morską falą Marcinie
albo jednym z tych długich bloków
niby chcąc gdziekolwiek dojść musisz trzymać azymut
a w rzeczywistości trzeba skręcać raz w lewo raz w prawo
jak na morzu góra dół
i śmieszne to bo fizyka udowadnia że wszystko constans
wielkości i odległości matematycznie obliczone
liczba pi długość fal radiowych
tylko gdzie pośród tego wszystkiego spotkać siebie
gdzie odnaleźć źródło z którego biorą się moje własne przekonania
i to w jakich kolorach widzę wszystkie słoneczne podwórka

listopad 16, 2018 19:38

Dla niektórych, jak dla mnie, czas się nie zatrzymuje, i nie zatrzyma - komentując twój Alicjo komentarz.

listopad 16, 2018 19:15

Marcin, dziękuję, ale i tak "Pan od przyrody" Herberta najlepszy, oby więcej takich panów było :).

listopad 16, 2018 16:33

Fajne, i mówiąc w nawiasie - śmiesznie! Ale to dzisiaj, po latach, kiedy można tak mówić. Ja jestem za, jest pozytywnie. Na razie Alicjo.