Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Opowieść ta rozgrywa się między dwojgiem ludzi. Ona i on.
Niby nic niezwykłego się wydarzyć nie może, w tak oklepanym układzie. Jednak dużo się wydarzyło. W najbardziej szalony i niezwykły sposób.

    Historia tego szaleństwa zaczyna się niewinnie. Zaczyna się od 22 letniej dziewczyny, która jest miłośniczką życia i wszelkich jego artystycznych przejawów, którymi ludzkość przez wieki zapełniała ściany jaskini, płótna, papier, klisze fotograficzne, winyle i nośniki CD. Nigdy nie chciała się zestarzeć, może stąd jej nałóg do papierosów i ich obietnicy przedwczesnej śmierci. Jej najwierniejsze przyzwyczajenie, prowadziło ją prosto na tamten świat. Bezwzględnie. Jeszcze się łudziła, że może uda jej się rzucić palenie, jeszcze miała nadzieję, że pewnego dnia... Jeśli nie, cóż, żegnaj życie, niewdzięczne ty. Ile można czekać na nowa nadzieję, na iskrę z nieba, na coś, która wypełni pustkę.
    Tamtego dnia, nieświadoma tego, co się za chwilę stanie, buszowała z nudów po sieci, w ciepły wrześniowy dzień.     Przypominając sobie o piosence, którą słyszała kiedyś w radiu. Może warto by zobaczyć co słychać w eterze. Może jakiś koncert niedługo. Kilka kliknięć i weszła na stronę zespołu.
    Bum. Są... ale w zmienionym składzie. Tylko kim jest ten facet, w ogóle nie podobny do wokalisty. W ogóle nie podobny do ludzkiej istoty, z tym uśmiechem zadziornego dzieciaka. Z tym światłem i ciepłem w oczach...
Odkryła go wtedy, jak się odkrywa nową planetę możliwą do zamieszkania. Jak się odkrywa nowy ląd.     
Uśmiech, uśmiechem - jeszcze się łudziła. Może to wypracowane ma, może to tylko pod publikę.    
Nie. Nie dane jej było spokojnie zapomnieć o tym uśmiechu.    
Na zawsze zapamiętała każdą zmarszczkę na twarzy, która rysowała ten uśmiech. Niewinny tak, i tak zaborczy.
Jedną po drugiej, pnąc się coraz dalej, słuchała, słuchała długo. Wtedy magia zaczęła działać. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę, zapominała, o ludziach. otoczeniu, oczywistościach, układach politycznych, o mijającym czasie. Zapominała o przeszłości, cierpkiej jak wytrawne wino. I znalazła się w innym wymiarze. Gdzie istnieli tylko jego muzyka i ona. Kolejna piosenka, w której za rękę prowadził ją w zakamarki swojej duszy. Umysłu, tak znajomego, jak jej własny. Wykradał słowa z jej ust. Ta sama percepcja, to samo spojrzenie na świat.
Wszystko pasowało do siebie, jak w najłatwiejszych puzzlach. zapragnęła być wtedy częścią jego świata.
Powoli tonęła nie pragnąc ratunku. Obsesja, której była aż nadto świadoma, a z którą nie chciała walczyć.
    Jesień. Słoneczny i ciepły październik, liście pachniały słodko. Wracała do tekstów o miłości, nienawiści i stracie, o życiu które daje i zabiera, które potrafi zmiażdżyć człowieka do atomu, sedna istnienia i popchnąć do autodestrukcji, ale nigdy nie znalazła w nim tej jednoznaczności. Tej chęci odejścia raz na zawsze. Była tam potrzeba nadziei, kropla miłości która kiedyś się pojawiła, ale zniknęła gdzieś w zalewie codzienności.
Cała ta wiara w jej istnienie trafiła ją dokładnie między oczy. Poczucie niesprawiedliwości i chęć walki o lepsze, mieszały się w niej i krzyczały coraz głośniej.
     Wtedy przyszedł dzień, popołudnie w którym pojawił się on, bez ostrzeżenia, pytając:
- Co ja tu robię? ...
- To oczywiste - odpowiedziała - to oślepiająco oczywiste
- Czego chcesz? - odrobina strachu w jego słowach
- Czego chcę? Chcę twojego uśmiechu...
Słowa płynęły z samego środka. Nieokrzesane, odważne, niepewne swojego losu. Domowa mieszanka uczuć i łamanego języka obcego.
Zostały spisane. Przez niego i wyśpiewane później.
Wątpiła czy to się działo naprawdę. Nagle znalazła się daleko poza granicami rzeczywistości.
To była długa, męcząca podróż. Podróż jak sen, z którego nie możesz się obudzić.
Sporo zapłaciła za jedno uczucie, które było szalone jak burza ognia. Trudno jednak żałować czegoś takiego. Nigdy nie potrafiła z zamkniętymi oczami, pełnymi strachu pod powiekami, poddać się wielkiemu nieznanemu i paść na kolana błagając - miej litość. Teraz poddała się uczuciu, wściekle dziwnemu a jednak możliwemu. Zaistnieli na wszystkich płaszczyznach. Nadawca i odbiorca obecni i świadomi swoich czynów. To wielkie zaskoczenie, niemal nie do ogarnięcia, przy tym tak realne i dominujące wymykało się opisom.
    On - odważny i bezkompromisowy. Opisał wszystko co się wydarzyło, choć było to dokładnie nic i wszystko za razem. Dał się porwać fali. Podczas gdy ona bezradnie stała na brzegu, szalejąc z żalu. Ze świadomością co mogłoby się stać, ale się nie stanie. Napisał kilka piosenek, a wszystkie trafnie opisywały sytuację. Zderzenia ich myśli i sytuacji w których tkwili. Powtarzał myśli, które znała tylko ona, wypowiedziane mu prosto w duszę. Wątpiłaby po dziś dzień, gdyby nie jego słowa wypowiedziane do tłumu na koncercie, w którym stała: "Słyszę Cię"

    Możliwe, że nigdy do niego nie podejdzie, nie zbliży się na milimetr. Tyle słów zostawi niewypowiedzianych, tyle uczuć. To nie strach. Nie bała się. Stało się coś niesamowitego, pięknego, przerażającego i zupełnie bez sensu. Może tak to działa, może to ewenement, może nowy rodzaj porozumienia a może objaw niedoleczonej grypy. Może.
Ilość odsłon: 24

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.