Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Apollo XXI

Próbne odliczanie dzwonem
wzywa nas,
zawsze gotowych do startu.
Spod pasażerskiej rakiety kościoła
bucha
chłodne utwierdzenie.
Steward wciska guzik słowa.
Podrywa nas ku górze,
napinają się pasy nóg.
Jeszcze nie widzieliśmy kabiny,
ale wierzymy
w istnienie dogmatycznego pilota.
    
Steward w czarnym łaszku
obsługuje
nasze uszy.
Podaje świeżą wodę
z Jordanu.
Serwuje krokieta
nadziewanego mięsem żłóbka.
Albo kluskę śląską amputowanego boku
z dziurką
w ciemnoczerwonym sosie.
Turbulencje
wywoływane rzucaniem
monet na tacę
są niegroźne.
    
Każdy wyczekuje
chwilowego stanu nieważkości,
gdy lewitujące spojrzenie będzie mogło
macać wszystko,
co mu się nawinie
pod oko.
Każdy także czeka,
aż połknie
„przeciwczemusiową” tabletkę
hostii,
która działa przez siedem dni.
    
I tak co tydzień.
Z Ziemi
na Ziemię.
Wszystkie planety
są jedną planetą.

Co dnia

Roją się we mnie wszystkie dni. Mam już lat dwadzieścia.
Wiem, że się kruszę. Ale mogę w sobie zamieszkać.

Kiedyś obudzony, żeby po coś się budzić,
co dnia czerpię słowo z bezdennej żółtej studni.

Chciałbym tak jak Ziemia lub w Rzymie ciałem Włocha
wciąż krążyć wokół tego, co mnie jawnie kocha.

Żywy ptak nie wybija, mówisz, godzin natury?
Jeden kiedyś wybił, lecz dziś nie pamiętam który.

Mój uśmiech często siność chmur zakrywa. Ach, płacz, płacz.
Złota gwiazda milczenia prześwieci przez twoją twarz.

Nie biegam zawczasu tam, gdzie ktoś na siebie czeka,
nie poznając się w lustrze. Nikogo tutaj nie ma.

Ile ciosów poczuję, tyle krzyży wystrugam.
Nikomu nie pomogłem dzisiaj. Jutro się uda!

Wolnoć, Jimie, w swoim wraku


Zamknij usta, to tabernaculum złote –
gdzie rozpuszczone hostie czekają, aż mną wzgardzisz –
bowiem nadal żyję. A przecież w tylu ludziach
tak bezdźwięcznie udusiłem się jak pierwsza komunia w dymie
z papierosa pierwszego.
Widuję czoła biczowane przez starość,
widuję policzki popękane jak lustra, w których
już nie przegląda się serce.
Wiem, że wyższość serca nad dzwonem nie polega na ciągłym biciu.
Ojciec tuż obok,
tuż obok krótkie spojrzenia karmiczne
z profilu niewzruszonego. I przecież dla mnie jest
jego trud równowagi, zmarszczka
w odpowiedzi na wyschniętą żyłę w matce.
W czerwonej monotonii, która i we mnie płynie, jest szarość.
Powiadam, smród szynkowy, że co wolno
wódce czy piwu, to nie tobie,
katolicka wodo.
Ja miałem w sobie truskawkę
i w pole patrzyłem, kiedy zbiory.
Ja dzisiaj na dnie morza witam was kamieniem, albowiem
wolnoć, Jimie, w swoim wraku.
I lepszy diabeł w sercu
niż anioł pod podłogą.
Ojcze, tobie manie i depresje moje. Bracie kawalerze,
zapamiętaj, pokuta nie zarybi
krateru pod brzuchem kobiety.

Ilość odsłon: 231

Komentarze

listopad 03, 2019 08:45

Dzięki za komentarze. Nie publikować? Te wiersze nie są dowodem na to, że nie potrafię pisać. One pokazują, jeśli zestawić z je z moją późniejszą twórczością, jak pięknie można się rozwinąć. A temu, że bywam grafomanem, nie przeczę.

listopad 02, 2019 21:19

"Albo kluskę śląską amputowanego boku", "zamknij usta...wzgardzisz". Naprawdę?
Nie wiem, może miałeś przeżycie religijno-erotyczne. Ja, na Twoim miejscu, bym się spuścił na różaniec, poczekał kilka stacji i nie publikował. Ale, skoro musisz...

listopad 02, 2019 11:05

Ale jest moim zdaniem kilka fajnych strzałów, np:
"I lepszy diabeł w sercu
niż anioł pod podłogą."

Całość można by jakoś skondensować, wyostrzyć, jakąś esencję wyciągnąć?

on

2-42-42-42-4

październik 30, 2019 21:06

dużo słów
ale efekt końcowy nie powalił

październik 30, 2019 20:18

Marsie,
Twój Łojciec był Łormowiec
i Ty też jesteś Łormowiec!

Mithrilu,
po cholerę Ty tu przyszedł tu?

A mówiąc poważnie, pracuję nad książką "Vox clamantis w rynsztoku 2002-2019". Jeśli te teksty są rzeczywiście aż tak słabe, to pewnie moje dzieło znów przejdzie niezauważone :(

październik 30, 2019 20:06

...to prawda - nictu

październik 30, 2019 19:23

Nic tu nie wyczytuję ciekawego; takie wprawki.