Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

E. już nie ma między nami.
Pamiętam dawno temu, gdy przedawkowałam leki, wezwał karetkę. Potem zadzwonił:
- Ja nie mam siły... Ona (moja siostra) odmówiła przyjazdu. To nie na moje nerwy. Pa słoneczko.  Pogotowie niedługo przyjedzie. Pa.

Mój dom w czasach, gdy żyła Babcia Maria był kolorowy,  głośny, otwarty na świat i ludzi. Przyjeżdżały na wakacje kuzynki z dalekiego miasta. Na podwórku dużo drobiu i kolein wyrzeźbionych przez koła rolniczych maszyn.
Dom miał liczne przejścia, dużo drzwi, tak że w środku można było zrobić niemałe kółko, biegając od pomieszczenia do pomieszczenia.

E. był bratem rodzonym męża mojej cioci.
Poznaliśmy się u ciotki na obiedzie  w Warszawie. Nasza przyjaźń trwała ponad dwadzieścia lat. 

W piątek odbył się pogrzeb. Na cmentarzu zaczęło padać.  Jakby niebo chciało wycisnąć łzy tych, którzy na ostatnie pożegnanie przyjść nie mogli. Przed pomnikiem stała ławka stara, nieco omszała. Fotograf zdążył na niej uchwycić wiewiórkę.  Nawet ona przyszła pożegnać się z E.

Gdy wracaliśmy do domu, słońce zaczęło pięknie świecić. Pomyślałam, że to E. się uśmiecha i woła z daleka, jak kiedyś: " Pa, słoneczko."
W domu rosół był letni. Na talerzu osiadł laurowy liść.  Pewnie E. by powiedział: 
- Oo! Ktoś tu okno otworzył. Liść wpadł do pokoju.

Nie ma już E. Nie ma tamtych, starych liści. Pozostały wspomnienia i tęsknota.
Ale wyobrażam sobie, że kiedyś, jak w filmie "Doktor Żywago" z 2002 roku , w którym to mały  Żywago biega po pokojach z przyszywaną kuzynką, a swoją przyszłą żoną, tak ja po pokojach w moim domu, będę w kółko kroczyć z uśmiechniętym E. 
Ilość odsłon: 35

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.