Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

I
Zwyczaje męskiego ptaszka
albo
Byłem głodny i czekałem na kogoś


Nogi i ręce brudnego Krzysia wytarli ręcznikiem!


Wiatr, który często potyka się o gałęzie,
kopnął w jedną z nich i rozsypały się liście.
Młoda para uprawia seks na kocu w lesie,
a kamera wędruje coraz wyżej i wyżej,

aczkolwiek nie powiem, czy skokowo, czy płynnie.
Święty w niebie jest niczym redaktor decydent
odrzucający większość modlitw skierowanych
do Boga. Obce są już mu wszelkie ideały,

lecz ciągle wzoruje się na moim wspomnieniu
zmierzchu na wiejskim podwórku, pustki w okienkach.
Gdy zabraknie mi groszówki, nie kupię chleba.

Obrączka, którą mógłbym sprzedać żonatemu,
pozostanie na palcu aż do wyjaśnienia,
komu mój ptak, którego obserwują, śpiewa.

II
Nie było defekacji
albo
Wszystko zrobione


Guzik, kiedy zbędny był pas, znowu się urwał.
Szczęściem nie zsunęły mi się dżinsy. Podróżni
widzieli, jak podnoszę go z ziemi i wsuwam
do kieszeni podartej w wielu miejscach kurtki.

(O tym, że guzik był właśnie od moich spodni,
dowiedziałem się dopiero nazajutrz. Wcześniej
sądziłem, iż znalazłem order czy monetę,
za którą będę mógł kupić bilet powrotny).

Wysoki, umięśniony, wytatuowany
mężczyzna spytał, jaka teraz będzie stacja,
ale nie miał zamiaru wraz ze mną wysiadać.

Myślę, że chciał mnie wypchnąć z pociągu. (Okazji
nie było ku temu). Toż nosiłbym w szpitalu
bluzę z napisem „shit done”... Jest luz. I brak zasług.

III
Zamiast listu przewodniego
albo
Klęska poety


Rodzice kłócili się. Na obrazku dłonie
modlącego się Pana Jezusa gruchały
ze sobą znów jak dwa gołąbki. Przekonany,
że i tym razem do rękoczynów nie dojdzie,

i głodny, z najwyższego lotu sonetami
poszedłem na pocztę, aby za grosz ostatni
wysłać je tam, gdzie żrą lub moszczą się w fotelach.
Ładna pani, trzecia w kolejce do okienka,

czytała książeczkę o trzeciej tajemnicy
fatimskiej, ale bez zrozumienia i cicho.
Obok drugiego okienka (nieczynne było)

stała powieść „Koniec samotności”. Choć wszyscy
myśleli „kochaj”, brakło cierpliwości komuś...
Stój, udawaj żywego, nim wrócisz do domu.


7-10 lutego 2020

Ilość odsłon: 265

Komentarze

luty 11, 2020 11:47

Ja dopisuję się do wrażeń x l a x a. Bardzo trafne, jak zawsze.

Dla mnie to kolejna dawka surrealizmu zaklętego w komiksie. Dodam, iż bardzo lubię surrealizm oraz komiks (!), toteż nie doszukuj się w tym porównaniu negatywów...

swoją drogą - myślę, że gdyby zilustrować Twoje wiersze w formie komiksu (kreska pewna, prosta, siermieżna nieco, ale różne grubości, czerń i biel, tusz, bez światłocienia, może tylko w niektórych przypadkach - np. tu bym dał, na twarzy wytatuowanego, potężnego mężczyzny pytającego o następną stację, tutaj zagrałbym światłocieniem nielicho!), w chmurkach dodać tekst, ubrać to właśnie wyłącznie w czerni oraz bieli, to wyszłoby z tego całkiem spoko przedstawienie. Szybki tryptyk, odrodzenie właściwe...

podobamisię :-)

Pozdrawiam Krzysztofie.

luty 10, 2020 22:02

Na poligon to dobre miejsce ;-)

luty 10, 2020 21:48

* zajmuję się

luty 10, 2020 21:42

Serdecznie dziękuję za lekturę i komentarz! Mój problem polega na tym, że zajmuję tylko poezją, zaniedbując inne rodzaje pisemnych wypowiedzi, np. list. To pewnie dlatego moje teksty jeszcze nie są rasowe. Wierząc w swoją poprawę i dalszy rozwój, zajmę się chyba krótką prozą. To może być też poligon doświadczalny dla moich wierszy. Pozdrawiam.

luty 10, 2020 21:05

Przyznam się, że przeczytałem z przyjemnością. Bogactwo obserwacji z punktu widzenia introwertycznego podmiotu lirycznego - ciekawe. Wydaje się, że pomysłowość nie ma granic - to jest przyjemne uczucie. Perełka to:
"Obrączka, którą mógłbym sprzedać żonatemu,
pozostanie na palcu aż do wyjaśnienia,
komu mój ptak, którego obserwują, śpiewa. " ;-)))
Gdybyś jeszcze tak nie spójnikował wersów, to byłaby rasowa poezja... Dzięki.