Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Biorę telewizor na plecy i niosę
na wzgórze, a z lotu ptaka widok jest taki -
- jestem jak wisienka na zielonym torcie,
coraz mniejszym, a stół coraz większy i czarny.

Ja na czarnej siedzę skrzynce, wokół spalone
zapałki, z których poskładany był samolot.
Tylko drzwi do kokpitu topnieją stalowe,
za którymi spał pilot z wybujałą głową.

Sięgam do kieszeni, wyjmuję papierosa -
- nie umrę na raka. Jeszcze tylko poproszę
o zimne piwo, rześkie jak poranna rosa,
ostatecznie może spaść nawet z nieba - ogień?

- ogień przyjdzie do mnie.
Ilość odsłon: 65

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.