Rafał Hille
cukiernia
W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami
pachniało palonymi migdałami i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła
z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta
karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie
nam ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i
różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki
chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany
starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz
w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi
a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem
wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę
przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować
a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca
w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety
wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem gdzieś
gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki
z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które
głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory
mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądając się za siebie
południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku cieniami słodkiego zoo
ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć
na podróż w każdą stronę, na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć
dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg
kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką
na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły
że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie
zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika
który bardzo łatwo się wykolejał z braku smarowania i niedostatku olejków eterycznych
których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem
wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie
niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami
w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść
ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła
w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i
latarnia zamrugała żółtym światłem, serca zaiskrzyły rumianym kolorem,
zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach
zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi
dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać





Komentarze
Rafał Hille
luty 02, 2026 22:46
dziękuję ;)
Anduina
luty 02, 2026 11:57
Gratuluję :)
Rafał Hille
styczeń 30, 2026 14:59
Lena, dziękuję za ten zaszczyt, bardzo się cieszę i pozdrawiam :)
Lena Pelowska
styczeń 29, 2026 12:36
Piękny tekst, bardzo plastyczny. Być może to proza poetycka, coś na pograniczu prozy i poezji.
Doceniam jego wartość i dołączę go do Najlepszych Publikacji na naszym portalu.
Pozdrawiam!
Rafał Hille
styczeń 28, 2026 20:49
dzięki W.K.
W.K.
styczeń 28, 2026 15:02
Poemat poetycki a raczej ballada. Najbardziej podoba mi się fragment: "dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać". Poezja to podróż i przygoda... Pozdrawiam
Rafał Hille
styczeń 28, 2026 14:40
Anduina - dziękuję, miło
Anduina
styczeń 28, 2026 12:06
Przeczytałam ponownie i na pewno jeszcze do niego wrócę.
Rafał Hille
styczeń 28, 2026 11:18
oczywiście "dziękuje" - literówka ,)
Rafał Hille
styczeń 28, 2026 07:49
Anduina, Dziwna, dzikuje za miłe komentarze, pozdrawiam