Majowa
jesień mija mi pięknie
młodzi mężczyźni - gdy zaczynają śpiewać i grać
rozchyla się złotolistna korona, obnaża ziemisty brąz i bordo
w promieniach mocnego słońca świecącego na wprost
zieleń nie jest już potrzebna
potrafimy siedzieć półnadzy w spokoju, uśmiechać się naturalnie
syndrom matki, ciotki, niedorozwiniętej dziewczyny
rozmawiamy, a ja wypatruję coraz szerszych połaci błękitu
rysuję na nim cienkie bezlistne gałęzie
nie utrzymają nawet najlżejszych warstw śniegu
który nie wiadomo czy w ogóle napada
ale nie pękną z trzaskiem
znikną jak gdyby nigdy nic - rozprószone
Ilość odsłon: 222





Komentarze
Leszek.J
październik 20, 2026 18:48
W tym wierszu przebija błogi spokój, przeczytało się gładko, pozdrawiam
Majowa
październik 17, 2026 15:22
u mnie "nie pękną", u Ciebie "pękną"
to zasadnicza różnica
rozproszone czy rozprószone - to już wtórne
dzięki za pochylanie się nad tekstem
pozdrawiam
Brednienakarniszu
październik 17, 2026 15:03
Chyba źle przeczytałem pointę , teraz jest ok, nie wiem czy była poprawiana , wcześniej przeczytałem rozproszone dlatego mi nie pasowała pointa . Teraz jest ok , choć można skrócić .
Majowa
październik 17, 2026 14:30
przemyślałam. zostaje po mojemu.
pozdrawiam
Brednienakarniszu
październik 17, 2026 12:48
Wiersz jet bardzo ciekawy, szkoda , że tak przegadany jak to u ciebie dużo kolorów , pokaże moją propozycję , uważam , że w mojej wersji pobita jest bardziej logiczna , przemyśl.
Młodzi mężczyźni zaczynają grać i śpiewać.
Rozchyla się złotolistna korona,
obnaża brąz w słońcu.
Siedzimy półnadzy, uśmiechnięci.
Syndrom matki, ciotki, niedorozwiniętej dziewczyny.
Rozmawiamy, a ja wypatruję nieba,
rysuję na nim bezlistne gałęzie.
Nie utrzymają nawet płatków śniegu.
Pękną z trzaskiem.