Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki


po dwunastu godzinach pracy ciąży głowa za przymkniętymi powiekami wszystko zwalnia wewnątrz spektakl dwóch ludzi 
którzy patrzą sobie w oczy z rozbrajającym uśmiechem  
i nie potrafią się dogadać w milczeniu odchodzą 
do swoich pokojów i poznali już tajemnice świata 
i to co chcą ugrać i nasycić się zapachem 
truskawek i rabarbaru

gdy odzyskują spokój duchowy siedzą na wprost okna 
dzielą między siebie resztkę chleba wpatrują się w rozłożyste korony klonów buków świerków sosen na polane na blady kształt który biegł przez las i tu właśnie kończył życie 
   
po dwunastu godzinach pracy za przymkniętymi powiekami 
jak po drugiej stronie drzwi milczący oparty o ścianę 
wariat układa w głowie plan na kolejny sezon sto pięćdziesiąt dni 
za tobą całe jestestwo by zmusić 
ciało do kolejnej Battle Royale...

sadza spływała z kroplami deszczu po betonowych schodach
przeszłość pozostaje przeszłością a ona siedziała 
na koślawym zakurzonym krześle z nogami opartymi na stole pokój wypełnia sentymentalna muzyka ufarbowane włosy  
przyciągał uwagę  zapach perfum ja - milczący na siłę 
wciskam w zimną dłoń skrawek papieru z ironicznym 
uśmiechem wzruszający tekst 
( A co ty możesz mi kurwa zrobić)

próbuje coś wykrzyczeć wzmacniany siłą własnych kłamstw
nim nie zedrę od środka gardła i z uszu nie zacznie 
cieknąć ciemno bordowa krew 

przez chwilę próbuję zapomnieć kolejność   
diabetyka przekrwione oczy bezczas który uwypuklił 
w detalach panującą tu pustkę  
wskazuje palcem na żółtawe drobinki opadające z powietrzem 
starość śnieżnobiałych drzew łuszczącej się kory 
widok pasma gór granie które nie odczuwają wiosennego roztopu 
imiona taterników jak odpadające litery na nieobrobionym granicie 
dusze które po zmroku nie znikają i szukają pozostałych   


na jawie zasypiam na krześle i wznawia się  wątek 
idąc korytarzem nie bacząc na konsekwencje w opustoszałym mieszkaniu ściany wchłaniają odgłosy osiada kurz na włosach 
fotografie rozlatują się przez muśnięcia palców 
ciemne sylwetki w ramach nabierają teatralnego wyrazu

wpatruje się w rozłożyste korony drzew 
na słońce jak żywo zapłonęło 
w oczach szary kształt nad jeziorem 
i echo rozcinające powietrze  

odkopują bez opamiętania zaśnieżoną tafle lodu   
jak ostatnie wspomnienia które ginie jak oczyszczają przerębel 
skaczą po garstkę lodu która nie umarła wyciągana ciepłem dłoni  

roztopioną noc przeszłość która nigdy nie powróci
Ilość odsłon: 4199

Komentarze

maj 14, 2017 13:03

dziękuje kochani za komentarze i wgląd w tekst ))))serdecznie pozdrawiam

maj 13, 2017 23:57

Zaintrygował... I faktycznie popraw na "roztopiona" i będzie ok :) Pozdrawiam

Konto usunięte

2-32-32-32-3

maj 13, 2017 20:56

Fakt, Januszu, że zrobiłeś wyraźne postępy będąc na poemie. Jednak wciąż zdarza się: czy to niechlujstwo językowe, czy niewiedza, ale powinno być "zakopujĘ", "roztopiona"... Poza tym wymyśl jakiś ludzki temat zamiast błądzić w "połetyckich przestworzach". Zaintryguj czytelnika. Pozdrawiam

Konto usunięte

2-3

maj 13, 2017 17:08

Janusz, trochę się zużył, zmieniłem image, ale środek ten sam :)

maj 13, 2017 17:04

Dla mnie - trzy pierwsze strofy

maj 13, 2017 15:09

już posłuchałem ))) abadon a gdzie? Stańczyk

Maks czasami trzeba skorygować błędy lub zniwelować wątpliwości)))) zdrowia życze

Konto usunięte

2-42-4

maj 13, 2017 14:57

Posłuchaj rad i będzie dobrze.

Konto usunięte

2-3

maj 13, 2017 14:49

Też byłbym za powiekami* zamiast źrenicami*, choć analogicznie, mówi się zamykam dom, choć zamyka się drzwi.
I nie bardzo pasuje mi - idę*... w korytarz - idę korytarzem, wchodzę* w korytarz

Ogólnie na plus :)

maj 13, 2017 14:32

czasami udaje się coś napisać )))))dziękuje za wgląd w tekst przemyśle sugestie))))dużo zdrowia

Konto usunięte

2-4

maj 13, 2017 07:48

Cześć Janusz :-) fajnie Cię znów czytać :-) pozdrawiam :-)