Janvierdunord
Wyschnię ty widok
za oknem wyschnięta brzoskwinia żywe relikty wypełniają przestrzeń
i rosa jak łza przed świtem złowieszczy akompaniament odległych dźwięków
koszmarne sny jak mgła tkająca całun tulący się do ziemi
nie śpię nasłuchuje może wróci kwintesencja czerni i szarości
spoglądam ukradkiem zza ściany pokój zacieśnia się opada blask na turkusowy fotel
okrzykiem wyrywa resztki nadziei zaciskają się palce na ciepłej ceramice
w głowie pozostały wspomnienia i twarz uwięziona w innym świecie czasie przestrzeni
kroki i brzęk kluczy na stole przypalone garnki w kuchni i zupa owocowa z niedzieli
seks na dobranoc feromony i rozrzucony Triumph na stalowych kwietnikach
pytam czemu skoro wiem
że to jest oszustwo a pobudki są banalne zero żeruje z potęgowanym zerem
odszedłeś by nie walczyć o wczorajsze plany jak deszcz który spada późną nocą
w furii pozostawiony twój scenariusz bez wątku i etapy relacji jak organiczny wstręt
odbicie w lustrze wielobarwnych korali na nagim ciele już nie przypomina dwóch uśmiechniętych ludzi harmonii i najczystszej nirwany godzina za godziną i dni które są takie same dzień noc wiosna jesień kolory nabierają kształtu
i kalendarz spięty na agrafkę w rdzawym nastroju





Komentarze
Janvierdunord
maj 27, 2017 21:37
hej ,dziękuje za wgląd w tekst)))
Konto usunięte
maj 27, 2017 18:18
Nie jeden "kalendarz jest spięty na agrafkę hipokryzji".
Hej ...