Sąsiadka Mościckiego
***13.
Alicja wyobraziła sobie, że stara kobieta, z którą rozmawiała, robiła porządek ze swoimi starymi brzydkimi paznokciami stóp starej, chorej kobiety. To były krogulce, długie, zakrzywione i zagrzybione. O moczeniu stóp, może nie o krogulcach, pisała trochę Genowefa Jakubowska - Fijałkowska w "Wiwisekcji".
Ala nie polubiła tej książki. Przypomniała sobie teraz stopy bohaterki wierszy Genowefy i się wzdrygnęła.
"No cóż... starość nie jest piękna" - mówił znajomy Alicji.
Ala wszystko sobie oczywiście wyobraziła. Kobieta, na którą patrzyła i z którą rozmawiała, moczyła wcześniej stopy w misce z wodą z dodatkiem soli morskiej. Potem wyjęła szczypce, przypominające obcęgi i zaczęła nimi obcinać paznokcie. Pazury były tak twarde, że tylko obcęgi działały. Niemal za każdym zdaniem kobiety, Ala słyszała pyknięcie przycinanego "nożyczkami" paznokcia. Pyk! Strzał! -jak z działa artyleryjskiego strzelały pociski-pazury.
- A nie wiesz, gdzie ta Ukrainka mieszka, Alu? - drążyła stara kobieta.
- Nie wiem.
- No podobno u tych Mikołajczyków w Kitkach. A wiesz, że ta Ukrainka kręci z Mikołajczykiem? Tak ludzie gadają. Ładna jest. W sklepie ją widzieli z nim.
Tu Ala usłyszała mocne pyknięcie pazura.
- Potrzebowali zakupów to i pojechali do sklepu - powiedziała Alicja.
- A on taki nieogarnięty. Brudas jest. Do kościoła chodzi, to by się ogarnął. Jego osiemdziesięcioletni ojciec lepiej wygląda.
- Do kościoła się chodzi dla Boga - szybko odparła Alicja.
- No właśnie dla ludzi się chodzi. Dla ludzi, Alicjo - odpowiedziała stara kobieta, podkreślając słowo "Alicjo".
Tym razem Ala usłyszała, jak pazur z palucha lewej stopy starej kobiety, wystrzelił w górę. Ten pazur był najgorszy. Wrastał w palucha!
- O! Posłuchaj Aluś, była u nas ta no, no, no Orkiestra Świątecznej Pomocy. No i my - Koło Gospodyń Wiejskich zrobiłyśmy watę cukrową dla dzieci i grochówkę, i te brudasy z Orsedwojewa do końca imprezy żarły grochówkę. No coś podobnego! - żachnęła się stara kobieta.
Tu Ala usłyszała i zobaczyła, jak kolejny pazur został przycięty.
Poczuła niesmak. Tego już dla niej było za wiele.
- No, ale chyba wam jeszcze zostało trochę grochówy? Wszystkiego nie zjadły te z Orsedwojewa? - spytała z uśmiechem.
- Ano zostało, zostało. Ale brudasy do końca żarły zachłannie. Mówię Ci. Do końca, Aluś.
Ala zobaczyła przez okno nadbiegającą wnuczkę starej kobiety i ucieszyła się niezmiernie.
Pazury w głowie zaczęły odpływać w dal. "A może stara kobieta wcale ich nie obcięła?" - pomyślała i spojrzała z lekkim obrzydzeniem na starą kobietę.
- Pani Kaziu - zwróciła się do starej, z uśmiechem. - Lenka już po panią biegnie.
Spojrzała na jej kozaki i westchnęła.
Ilość odsłon: 101
Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.