Sąsiadka Mościckiego
*** 17.
Alicja pojechała na wieczór poetycki do pobliskiego miasteczka. W pracy nic nie mówiła. Nie chwaliła się swoimi wierszami. Poznała na miejscu Marzenę - jedynaczkę zadufaną, jej zdaniem, w sobie. Marzena pracowała jako psycholog w poradni psychologicznej. Ala przeczytała kilka swoich wierszy. Marzena też przeczytała swoje. Były inne poetki, czekające na swoją kolej i poeci. Gdy Ala wróciła na miejsce, a siedziała obok Marzeny, ta zaproponowała chusteczkę. Ala się zmieszała.
W środowisku literackim krążyły anegdoty, że grafomanki szczególnie chętnie rozczulały się gdy czytały swoje wiersze. Wzbudzało to raczej w bardziej doświadczonych poetach politowanie, a nawet śmiech. Ala może miała ciężkie wiersze, wywołujące współczucie, ale wtedy na tym spotkaniu ani w głowie jej było, by płakać podczas czytania. Nie wzruszyły też jej wiersze pozostałych osób do tego stopnia, na tyle, żeby musiała ocierać łzy.
Ogólnie głupio się jej zrobiło. Chusteczkę odebrała tak, jakby chory na cukrzycę został obdarowany słodyczami albo osoba cierpiąca psychicznie dostała alkohol. Pomyślała, że takich rzeczy się nie robi. Poczuła się skonsternowana.
Wzdrygnęła się gdy pomyślała o chustce. Ostatecznie Marzena nie była jej psychoterapeutką by proponować coś takiego!
Być może nie było nic złego w geście Marzeny, ale Ala odebrała to za zbyt nadgorliwy odruch dobroci.
"No żenada" - pomyślała Ala.
Podczas przerwy poszła do łazienki. W sali bankietowej na stołach były świetne przystawki, kruche babeczki nadziewane warzywami, roladki z łososia z jakąś pastą, malutkie kotleciki z warzywami, piersi z kurczaka w panierce, ciasta przeróżne, kawa, herbata. Wszystko za darmo! Ala pochłaniała jedzenie oczami. Wzięła jedną roladkę, a gdy skończyła jeść, rozejrzała się. W głębi, przy stoliku zobaczyła wesołą parę. Ala zbliżyła się. Rozmawiali, uśmiechając się do siebie i pili z filiżanek kawę. Ala pomyślała, że chyba bardzo się kochają. Wyglądali na zakochanych, to od razu wyczuła.
- Czy mogę się przysiąść? - spytała grzecznie.
- Ależ proszę bardzo - odezwała się uśmiechnięta kobieta.
- Sąsiadka Mościckiego - powiedziała z uśmiechem Alicja, po czym podała rękę mężczyźnie. Wstał, z uszanowaniem złożył na dłoni pocałunek i zaczęli rozmawiać.
- Pięknie pani czytała wiersze. One mają coś w sobie, coś głębokiego - powiedziała kobieta. - Takie bardzo prawdziwe są.
Ala nie ukrywała, że było jej miło. Nie ze względu na wiersze. Coś emanowało od tej pary. Jakieś wewnętrzne ciepło, którego Ala bardzo pragnęła. To ciepło ją uspokajało. Bardzo swobodnie się czuła, jakby znała ich od lat. Pomyślała, że to są dobrzy ludzie.
Okazało się, że są rodzicami Marzeny. Tak, tak. Tej od chusteczki. Ale Alicji wcale to nie przeszkadzało.
Mężczyzna zaproponował, że po całej imprezie, odwiozą Alę do domu. Chciał koniecznie zobaczyć miejscowość, w której mieszka sąsiadka Mościckiego. Ostatecznie nie wiedział wcześniej, gdzie urodził się Ignacy Mościcki.
Wracali razem: Ala, Marzena i jej rodzice. Ala przez całą drogę rozmawiała i żartowała z rodzicami, głównie z tatą Marzenki. Opowiadał też, że Marzenka ma mieszkanie w Gdyni, ale woli tutaj mieszkać, bo może się rozwijać w pracy. Ich córka w ogóle się nie odzywała. Ala pomyślała, że chyba nigdy nie polubi dziewczyny, która ofiarowywała jej na siłę chusteczkę. Czy kiedykolwiek ją polubi? Może Ala miała uprzedzenia, ale czuła negatywne wibracje.
Chociaż... Marzena w aucie, z każdym słowem swoich rodziców, stawała się mniejszym potworem w głowie Ali. "Może po prostu miała gorszy dzień i też trzeba zrozumieć" - pomyślała Ala
Dla Ali, rodzice Marzeny - weseli i rozgadani, byli gwiazdami tego wieczoru. Wiedziała, kto pięknie błyszczał. Wiedziała też doskonale, że nikt w aucie nie potrzebował ani jednej chusteczki.
Ilość odsłon: 118
Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.