Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki


Alicja przeżywała nadchodzący dzień kobiet. Dyrektor chciał żeby przygotowała wstęp, powiedziała w trzech zdaniach coś o kobietach i o ich święcie. Miała też przeczytać wiersz Wisławy Szymborskiej pt.: "Portret kobiecy"
W sobotnie popołudnie Ala zrobiła się na bóstwo, pragnęła chociaż w tym dniu wyglądać elegancko. Założyła fascynator w kolorze butelkowej zieleni, zielone bolerko, czarną sukienkę i zielone pończochy. 

- Tak, Pani Alicjo - powiedział dyrektor. - Pani zaraz po mnie wystąpi. Daję pani trzy, cztery minuty. A potem zaprezentuje się nasz wiejski chór i gwiazda wieczoru Patrycja R.

O siedemnastej dyrektor wszedł na scenę. Złożył życzenia, po czym poprosił wójta o wystąpienie. Gdy ten ostatni skończył z życzeniami, dyrektor znowu pojawił się przy mikrofonie.
Alicja wstała, zrobiła dwa kroki do przodu, i nagle poczuła, jakby jej ktoś w twarz dał.
- Proszę państwa - powiedział dyrektor z uśmiechem. - Zatem zapraszam teraz na scenę nasz chór "Słoneczne mirabelki", a następnie gwiazdę wieczoru panią Patrycję R.
Ala zaniemówiła, wycofała się i usiadła znowu na krześle. Nie wyczytał jej. Pominął. Jakby zawisła w powietrzu.
Gdy dyrektor usiadł w tłumie, podeszła do niego zrozpaczona i szepnęła mu do ucha:
- Czemu pan zrobił ze mnie idiotkę?
Wiedziała, że źle robi i to może dla niej nieciekawie się skończyć, ale po prostu była bardzo zdenerwowana. Już nie panowała nad sobą.
Poszła do kuchni i zapaliła papierosa. Była w szoku, niemal wstrząśnięta. Przygotowywała się specjalnie na ten wieczór, stresowała, a ten człowiek - dyrektor, którego lubiła i naprawdę darzyła szacunkiem, tak się zachował, że w głowie jej się to wszystko nie mieściło.
Wkroczył za nią do kuchni.  Przepraszał kilka razy, a ona stała z papierosem i omal płakała.
- Pani Alicjo, ja naprawdę nie chciałem. Przepraszam. Teraz panią, po chórze zapowiem i przedstawi pani swoją kwestię.
- Nie, panie dyrektorze. Teraz to jest za późno, już po wszystkim. Przykro mi, ale nie pasuje i nie wypada. Już po rozlanym mleku.
Czuła jak jej broda i dłonie lekko drżą.
Gdy chór wiejski (złożony głównie z miejscowych, starszych kobiet) skończył śpiewać, Ala wyszła z kuchni, by posłuchać Patrycji R.
Usiadła z tyłu, w ostatnim rzędzie. Przez cały koncert miała błyszczące oczy i czuła gulę w gardle. Piękna na zewnątrz, tak naprawdę przypominała manekina z wystawy. Siedziała nieruchomo i tylko ona doskonale wiedziała, co przeżywa, jak wewnątrz kipiała, pulsowała rozedrgana.
Nawet płakać nie mogła. Tylko baczny obserwator mógł zauważyć w oczach łzy.
Tego dnia pomalowała twarz i rzęsy, co robi bardzo rzadko. Rzęsy w dodatku pomalowała przeterminowanym tuszem!
A intuicja przed wyjściem z domu podpowiadała jej, że te oczy dziś mogą płakać. Nawet spakowała do torby mleczko i tonik do demakijażu. Niestety w ostatniej chwili wyjęła.
Po powrocie do domu posłuchała trochę płyty Patrycji R. Ostatecznie artystka przestała jej się podobać, pomyślała, że najlepiej będzie, jak ktoś z jej bliskich puści tę płytę, gdy będzie umierała. 
Samotność rozrywała ją na strzępy. Zdawało się jej, że
żyje, a tak naprawdę już wtedy, tego wieczoru, w narodowy dzień kobiet, była w stanie agonalnym. Dobrze o tym wiedziała.


Po dwóch dniach uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że z  tuszu można mieć niezły ubaw. No nawet płakać przez ten tusz nie mogła. Czarne chmury z sobotniego dnia kobiet zaczęły powoli odpływać w dal. Jasne, poniedziałkowe słońce rozjaśniło jej twarz. Przeżyła to wszystko bardzo negatywnie, ale ostatecznie przeterminowany tusz pomógł się obudzić z koszmaru, jaki ją dopadł w sobotę.



Ilość odsłon: 77

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.