Malina B.
Mucha w palarni
Siedziałam na krawędzi brodzika. To musiała być kiedyś łazienka pracownicza. W każdym razie z kolorem płytek nie trafili, ciemny kawowy brąz, kojarzył się raczej z gorącym dniem w kamieniołomie niż odświeżeniem. Zbliżał się fajrant i faktycznie było upalnie. Popielniczkę postawiłam na podłodze z braku lepszego rozwiązania. Zamyśliłam się. Dym snuł się między palcami i szczypał w oko. Na podłodze wylądowała mucha. Zwyczajna, ta akurat była nieduża i szara. Obserwowałam ją kątem oka. Mucha wylądowała w pobliżu popielniczki wśród okruszków popiołu. Nagle podleciała na centymetr do góry podrywając popiół i opadła na to samo miejsce. Poruszyła skrzydełkami otrząsając się i podfrunęła znowu do góry powtarzając akcję. Małe drobinki wirowały w okół niej. A ona fruwała i tańczyła wśród fontanny popiołu. Gdyby mucha mogła się uśmiechać to na pewno by się wtedy uśmiechała. A może się uśmiechała po muszemu, tylko bez szkła powiększającego niczego nie zauważyłam.
Ilość odsłon: 82
Komentarze
Malina B.
marzec 25, 2025 18:56
Nie no, to chyba niemożliwe.
Leszek.J
marzec 25, 2025 13:53
Pewnie się zatruła albo odurzyła.
meszuge
marzec 20, 2025 21:07
,,Mucha w palarni"... i wszystko jasne;)
Malina B.
marzec 20, 2025 19:06
Nie zmyślam