Dziwna
Dzisiaj
Przymierzałam bluzki. Te dwie nowe, które kupiłam na lajwie - ognisto-czerwoną, z dopinaną różą i morską, z szarfą pod szyją. Szarfę zawiązałam na kokardę - całkiem ładna. Wydawało mi się, że super współgra z garniturem - popielatym, w ciemno-szarą prążkę. Marta jednak stwierdziła, że najbardziej pasowałaby jasna, kontrastująca z żakietem. Bo ten morski kolor zlewa się z szarością i ja jestem mało wyrazista w tym zestawie. Że nie ma mnie, tylko żakiet i bluzka.
-Ech- pomyślałam - niepotrzebnie wydałam kasę.
Wyciągnęłam z komody starą koszulę - białą że srebrną nitką.
- O! Ta jest super! Krzyknęła Marta.
- Teraz jest pięknie!
Zza drzwi małego pokoju docierały do nas odgłosy chrapania.
- Idę obudzić Marcina, bo już dochodzi siedemnasta.
Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze - chyba ta Marta ma rację. Biała będzie najodpowiedniejsza. Powiesiłam ubrania na wieszakach i schowałam do szafy.
- Wiesz co, Marcin wcale się nie wyspał. Co chwilę się budził i na dodatek przyszła do niego zmora.
Zamarłam. Zrobiło mi się gorąco i duszno.
-Cooo? Zapytałam.
- No widział ciemny cień, chodzący po pokoju, ale nie bał się, słysząc jak my radośnie sobie paplamy. Potem zasypiał i się przbudzał. I tak cały czas. Jest zmęczony.
Zrobiłam herbatę. Pokroiłam melona.
- Musicie koniecznie iść na mszę, odprawianą w intencjach o uzdrowienie i uwolnienie. Tylko trzeba iść z wiarą. Musicie mieć wiarę.
Ja chodzę i jestem pod ogromnym wrażeniem. Podczas mszy i adoracji, w powietrzu czuć nadprzyrodzoną moc. Jest ono aż gęste od miłości - tylko chłonąć, tylko brać. I odwdzięczać się oczywiście tym samym. Ksiądz zachęca, żeby wielbić Boga tańcem. Wszyscy wspólnie śpiewają, obejmują się, trzymią się za ręce.
- Ten melon taki mało słodki, nie? Powiedziała Marta.
- Faktycznie, soczysty, ale bez smaku. Odparłam.
Skończyłyśmy pakowanie kosza prezentowego, na jutrzejsze urodziny dziadka. Kupiłyśmy dwie kawy, trzy herbaty, czekoladę i piękny kubek. Z boku wpięłyśmy czerwone róże. Celofan związałyśmy czerwoną wstążką. Kosz wyglądał bardzo efektownie.
Marta z Marcinem pojechali.
Ja poszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki egzorcyzmowaną sól. Rozsypałam ją w małym pokoju do góry na meblach, pod meblami, na parapecie i w tapczanie. Odmówiłam modlitwy. Uszykowałam też egzorcyzmowaną świecę i różaniec. Jutro przejdę z zapaloną świeczką, po wszystkich domowych pomieszczeniach.
Ilość odsłon: 154
Komentarze
Dziwna
marzec 26, 2025 09:59
dzięki za poczytanie
pozdrawiam:)
Malina B.
marzec 26, 2025 04:33
Swoją drogą, takie wyznanie tutaj wymagało odwagi. Jeśli to historia prawdziwa, to twarda zawodniczka z tej peelki. Chociaż czytając o tańcach mam przed oczami wiec polityków popularnej partii którzy z sobie tylko znanych powodów robili szopki w podobny sposób i teraz nie mogę się pozbyć wrażenia, że takie zachowania są lekko podejrzane.. może Marta też ich widziała, stąd jej chłodna reakcja. Pozdrawiam :)
Malina B.
marzec 26, 2025 04:03
"Trzymają" raczej, chyba że to rodzaj parodii, jak na początku pomyślałam?