Malina B.
Średnio natchniona pieśń
Siedziałam na ławce. W bocznej nawie, spóźniłam się lekko na spowiedź i zostałam już w tym miejscu. Katedra była wielka i ciemna. Nie moje wiejskie klimaty, mało swojska i niebosiężna. Łuki na suficie niezmiennie mnie przerażały, ptaki często gubiły się gdzieś pod nimi i "Jaskółka uwięziona" tłukło się wtedy po głowie. Zabrzmiały ostatnie pieśni, mało kto znał akurat tą. Poza organistą. Śpiewał więc. Jednak wtedy w pogłosie jego śpiewu, gdzieś w tle, zaczął rozbrzmiewać mocny, czysty, choć rozmyty nieco w tonach organów głos. Mój dobry Boże, prawdziwy, mocny jak stal, jak świecący klejnot głos. Śpiewał słowo w słowo z organistą, który śpiewał średnio, choć z sercem. Śpiewał wyraźnie. Było w tym jednak coś, co kazało zamknąć się i słuchać. Coś porywającego swoją siłą, prostotą i dobrem. Zasłuchana gapiłam się bez mrugnięcia okiem. Słuchałam całą sobą tej średnio porywającej pieśni, zamurowana, w ekstremalnym zachwycie. Nie wiedziałam czy inni też to słyszeli, ale to nie mogła być tylko moja wyobraźnia. Pozostałam oniemiała dopóki ksiądz nie zaczął błogosławieństwa, głos mu lekko zadrżał kiedy podziękował nam za przybycie. Może też to usłyszał. Mniejsza z tym. W finalnej pieśni, zaledwie zwrotce i refrenie, ten sam głos. Poważny, silny i prosty jak cios w twarz, pełen uniesienia, szczerości i mocy. Doprawił mi skrzydła i na nich zdarzyło mi się wtedy wracać ulicami do domu.
Ilość odsłon: 12
Komentarze
x l a x
kwiecień 04, 2025 22:12
Domyślam się, że to wrażenia PLki z mszy. Zdarzenie mało ciekawe, by zachwyciło - takie coś trzeba opowiedzieć z polotem, tu może nawet z humorem (bo egzaltacja mało chwalebną jest). "spóźniłam się lekko" - wyrażenie żargonowe, niepoprawne. Pieśń to "tĘ". Doprawić skrzydła?! Pieprzem czy solą? Może chodzi o "przyprawienie"?