Janvierdunord
C'etait fini
miąższ miasta soczysty obfity w
długonogie przeciwutleniacze różnorodność kolorów
szkło parki parkany i drzewa z których zrobią trumny
wyobcowany i stoi w bezruchu między olchami zmurszały skwer Vichy
zgarbione kobry ofiary jak grzechotki hipnotyzują
wiecz nie na uboczu bez sprzeczny intelekt
pachnie anemiczną wilgocią
zaraźliwy melodramat słoneczników w oczach
nagrzana ziemia grzęźnie defragmentacja śmierci
z życiem
impresjonizm mrużące po wieki
fotomontaż gwiazdy w całość się łączy
niewidzialna ściana
w której wyrwę robi świeży wiatr
wrasta w beton tęcza nad zwodzonym mostem
którą podpala promień odbijający się od kropel wody
zapach jak kawa z mlekiem po drugiej stronie biedacy enklawy
pochłaniają zimne światło lamp
gdy nadjeżdża train najokrutniejszy sen to rzeczywistość
na wyczerpanej ziemi my i Forsycje rozpadamy się na dwoje
s e n n e s e n o z z y b o r n y
Ilość odsłon: 1050





Komentarze
aidegaart
sierpień 09, 2025 01:02
Bardzo odważna metaforyka. Nie bierzesz jeńców - to dobrze. Kojarzy mi się z Kacprem Bartczakiem, zwłaszcza początek.
"bezsprzeczny" chyba, ale może masz coś innego na myśli. W takim razie, proszę o podpowiedź.
Pozdrawiam
Konto usunięte
sierpień 03, 2025 22:08
Jakby żaglówka na wzburzonych falach, ale to chyba jakiś mały akwen wodny.
Konto usunięte
sierpień 03, 2025 21:45
A układ liter ma świadczyć o tym, że to też jakaś sztuka graficzna?
Janvierdunord
sierpień 03, 2025 17:55
tak być pasażerem i rwać gąbkę z siedzen
Konto usunięte
sierpień 03, 2025 17:42
Powolną chyba do tego?
Janvierdunord
sierpień 03, 2025 17:23
lubię nudną śmierć
Konto usunięte
sierpień 03, 2025 16:49
Ten wiersz to jakby rozszczepienie atomu zanudzenia na śmierć.