Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

połknęłaś moje pestki;
teraz kiełkują,

pną się przez twoje piersi,
rozdzierają cię od środka;

Zaraz mnie nie pomieścisz.

rozpychają ci oczy,
krwawisz spojrzeniem,
jak majowe słońce
pierwszym ciepłem.

tak dawno nikt cię nie nakarmił;
więc jesz mnie,
żresz mnie,
żresz,
jakby to była twoja ostatnia wieczerza.

zlizujesz resztki,
mlaskasz,
„Uczta, uczta!” — krzyczysz.

i nie wiem:
czy się,
mnie,
ciebie,

czy to o tym anturażu przy stole,
gdzie świece zimne,
rozmowy twarde,
maj się kończy, a rozsądek —
nie zapalił się ani razu.

i tak mam od niego splamioną skórę;
i to wina twoja
i twojego wina.

masz nierówne zęby, kiedy się wpijasz
nie mogę rozczytać ich wzoru,
dobrać przepisu dla twojego głodu.

krzyczysz: „Więcej!”
i „Więcej!”

a mnie wcale nie przybywa,
przeciwnie.

kończ już.
wynoś się.

maj ma trzydzieści jeden dni
i ty —
dokładnie tyle samo
zmarnowanych szans.
zgaśnij.

bądź zimna
i daleka
daleko ode mnie.

połknęłaś moje pestki,
teraz plujesz nimi z okna
jakby nigdy nie były twoje.
wpadają w kałuże, w błoto,
w moje odbicie.
rosną pod twoim nosem,
a ty przegapisz las dla drzew, utopisz się
w cudzym języku, w cudzym ciele,
i przyjdzie kolejny maj
a tobie ubędzie zębów;
jeszcze bardziej
się wykrzywią 
i już zupełnie nikt cię nie zrozumie.
Ilość odsłon: 351

Komentarze

sierpień 14, 2025 08:03

Nieco surrealistycznie napisane ale wg mnie może być. Jeśli czujesz taką potrzebę wyrażenia się przez poezję... to w porządku. Byle nie przekraczać granicy dobrego smaku. (Sic!)
Pozdrawiam

sierpień 12, 2025 07:34

...pozawierszna i nakolanna gadanina.