Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

To nie jest metafora, z bólu 
utknęła w chwili. którą zniszczyłem

 Noszę rzekę spaloną słońcem 
i księżycem, jakby był nadziany
na najwyższy szczyt kontynentu,
okalany oceanem z recyklingu, 
nie przeznaczonym do obróbki  

Kiedy się porusza, wiruje i cuchnie, 
rodzi komary ważki i muchy 
Podmywa usypane brzegi, rodzi zagubione dzieci
zalewa łąki, użyźnia ugory, zatapia 
 uschnięte drzewa z korzeniami  


Noszę rzekę spaloną słońcem, 
która lekceważy siły grawitacji  
Wyrzuca na brzeg, domy zamieszkałe 
przez wariatów,
nietknięty śnieg i lodowce 
w kolorze nocy 
Nocy która opada na granitowe skały 
siejąca z przypływem chaos   

Jest uratowanym od wybuchu, 
zagubionym powietrzem  
jest raną na ciele, niczym rzeka z mojego 
miasta, która w zakamarkach rodzi, 
w milczeniu 
bez głów i ramion  
cienie

Jest rzeką, która o trzeciej w nocy, 
zatrzymuje 
przed oczami 
światło pełzające pod prąd   
Ilość odsłon: 844

Komentarze

wrzesień 24, 2025 19:16

Witaj Marku dziękuje bardzo za pochyleniem się nad tekstem życzę dużo zdrowia no i weny dla kota

wrzesień 23, 2025 08:42

Dobry wiersz, choć trochę przemetaforyzowany. Dałbym tytuł "Noszę rzekę w sobie". Aha, w końcówce lepiej by było "światło pełzające pod prąd". Zdrówka

wrzesień 20, 2025 09:06

*a aczkolwiek jej język jest harmonią kobiety z gór*

wrzesień 20, 2025 08:39

podejmę się tematu ponieważ dobrze pisze w/w

https://www.dwutygodnik.com/wiersz/6428

a aczkolwiek jej jeżyk jest harmonią kobiety z gór

wrzesień 19, 2025 22:52

…boszszsz, LEBDA ( nie Hebda ;)…

wrzesień 19, 2025 21:39

Sugestywnie. Lubię temat rzeki; pisała o niej też M. Hebda…, pozdr.