Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Niosłem w sobie ciszę,
tak gęstą, że gasła w niej każda noc.
Byłem jeszcze dzieckiem,
gdy pierwszy raz trzymałem dłoń,
słabnącą szybciej,
niż potrafiłem przyjąć.
Uczyłem się słuchać oddechu
jak modlitwy łamanej na pół.
Potem była kolejna obecność,
co odchodziła powoli,
delikatnie, jak ktoś
przepraszający za dalszą drogę.
Stałem w ciemnej sali,
nieruchomy strażnik ostatniej chwili,
anioł śmierci z przymusu,
z ranami uszytymi z cudzych pożegnań.
A później kolejny pokój utkany z półcieni,
w którym czas zwalniał jak stary zegar,
a ręka, którą trzymałem,
opadała jak liść wiedzący,
że to już pora.
Wszystkie tamte chwile wróciły naraz,
zawijając we mnie supeł,
którego nie sposób rozplątać.
Kiedy odchodzę od łóżka,
pustka idzie za mną
jak cień znający moje imię
od bardzo dawna.
Ale wracam do domu,
a tam czeka świat,
którego wtedy nie znałem —
czyjeś ciepłe dłonie,
dotyk, w którym milknie lęk,
i mały oddech wtulający się
w moje poranione serce 
jak kojący opatrunek, 
zdolny uśmierzyć to, co dawno pękło.
Czasem jeszcze czuję w sobie 
tamtego anioła,
którym byłem wbrew woli.
A kiedy patrzę w przyszłość,
mam siłę powiedzieć:
odejdź, mroku, teraz nie twoja pora —
dziś jestem potrzebny życiu.
Bo choć pustka
nadal mówi swoim głosem,
miłość odpowiada głośniej
i prowadzi mnie ku światłu.
Ilość odsłon: 244

Komentarze

grudzień 08, 2025 14:19

Za dużo połezji w poezji, a konkretnie porównań czyli "jaków". Poetyzowanie na siłę - efekt wręcz odwrotny do zamierzonego. Pozdrawiam

grudzień 08, 2025 08:26

..."rany uszyte z cudzych pożegnań"

- tylkoto - reszta to gadanina.