Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki


Mało kto go odwiedza, mało kto wie i myśli o jego istnieniu. Bywa przeznaczeniem, miejscem gdzie można odstawić, wysuszyć, pustą przestrzenią.
To było rano kiedy go spotkałem, otworzyłem drzwi niosąc rolkę papy na barku. Owionął mnie sobą, on wziął wydech - ja wdech kurzu, zapachu starego drewna i braku obecności. Zawsze kiedy wchodzę w takie miejsca to jestem odkrywcą - wszystkie sęki i pęknięcia, ślady zacieków i krople żywicy i smoły zawieszone na krokwiach. Nikomu od dawna nie potrzebne meble i sprzęty, wszystko w zakurzeniu, a część w workach i kartonach. Wszystko zamleczone światłem malutkich i brudnych okien tuż przy podłodze i dużym w ścianach szczytowych. 
Blisko wejścia wyrastała drabina z nieregularnych kawałków drewna wyślizganych przez czas i nieczęste wyjścia - jak moje teraz na remont.
Za sobą usłyszałem sapanie, to mój towarzysz pokonywał ostatnie stopnie - cztery piętra z rolką potrafią dać się we znaki.
Nic nie mówiliśmy, bo po co. Wszedłem po drabinie i spróbowałem otworzyć wyłaz. Stary wyłaz - deski i blacha, nie żadne okienko.
 - przykleił się do papy - stopień wyżej i wyważyć, kilka razy barkiem i puścił. Odłożyłem go na połać dachu.
To uczucie wydostania się. Wydarcia się na przestrzeń. To poczucie, że dawno nikogo tu nie było i długo nie będzie.
Otwarcie wyłazu, jak otwarcie włazu do bunkra, wieka trumny i wpuszczenie powietrza i czystych promieni.
Czasami myślę, że kamienice kurortu mnie lubią, że odczuwają wdzięczność. To absurdalne, ale tak czuję.
 - dobra, dawaj dawaj - towarzysz się trochę niecierpliwi. Wychodzę i odbieram rzeczy; palnik butlę z gazem aż w końcu rolkę papy. 
Zanim zacznę pracę wychodzę na kalenicę, staję niczym Kordian na swoim Mount Blanc i po prostu oddycham.
Jest jesień, drzewa aż po morze czerwienią się i rudzieją, a na morzu zawisły statki, wtóruje im niedawno wstałe słońce listopadowe i dalej przez widnokrąg po kamienicach i wieżach miasta po lasy i wzgórza jeszcze kolorowe, ale już szykujące się do zimy, ciche. 
Oddycham tym, zapisuję w sobie.
 - wszystko w porządku?
 - tak, daj mi chwilę 
Łyk gorącej herbaty, przykręcam palnik do butli i odpalam. Ciszę poranka uderza szum płomienia. Przykręcam świeczkę palnika i już tylko lekko szumi, nie głośniej niż wiatr.
 - tamten komin?
 - jo
Podnoszę rolkę i przekładam, żeby w trakcie cięcia pasków na obróbkę mieć widok na morze. Czego więcej, za godzinę skończę, stanę na kalenicy niczym Kordian na swoim Mount Blanc i wezmę oddech z widoku morza, chmur i lasów otulających wszystkie kamienice kurortu.
 
Ilość odsłon: 194

Komentarze

luty 04, 2026 18:52

Fajne fajne, podoba mi się ta scenka
Prawie nowelka

Pozdrawiam