Mister D.
JUBY I JA
Dokąd idziesz, Jezusie? Czy idziesz nad rzekę
kontemplować misterium śnieżnego pejzażu
w świetle pełni księżyca? Jezusie, wierz we mnie,
straszliwa jest samotność, pełna jest koszmarów,
być człowiekiem oznacza, że się nieustannie
śni koszmary i ty dobrze wiesz o tym, Jezusie,
więc pozwól mi iść z tobą, przez chwilę popatrzeć
na niknącą w ciemnościach mroźnej rzeki strugę,
z tobą mniej bał się będę, twoich ran nie dotknę,
jedynie tobie powiem, że chciałbym naprawdę...
To podobno łagodna śmierć - zasypia człowiek
i ciepło mu się robi, gdy ciepło oddaje.
Gdy byłem dzieckiem, Jezusie, śniłem o tobie,
wyglądałeś inaczej niż ci na obrazach,
semickie miałeś rysy, krótsze włosy, brodę,
milczałeś, w twoich oczach ogień mnie przerażał,
chociaż łagodne rysy miałeś, delikatne,
kiedy na mnie patrzyłeś w mleczną biel spowity,
do dziś ten sen pamiętam, widzę cię wyraźnie -
twoje oblicze w jasną biel spowite milczy.
Więc czego chcesz ode mnie, czego wtedy chciałeś?
Bym tobie dziś nad rzeką, przy świetle księżyca,
powiedział, że niczego tak nie chcę naprawdę,
jak tego byś naprawdę, naprawdę zmartwychwstał?
Ilość odsłon: 536





Komentarze
Mister D.
luty 04, 2026 10:25
Kilka słów wyjaśnienia. Tytuł "Juby i ja" może być dezorientujący, jednak jest w tym świadomy zamysł. Powyższy utwór ma być w zamierzeniu wstępem do czegoś dłuższego, co trochę sprawę rozjaśni, o ile nie zabraknie mi zapału. Powyższy utwór uznałem za na tyle ciekawy, że postanowiłem go też opublikować osobno i poddać pod czytelniczy osąd.