Grain.
Jebór
Nie pytałem, czy oprócz siedliska ojciec przekazał mu rodową łyżkę do felg.
Lubiłem dachowaną przyczepność taryfiaarza z otuliny Kampinosu.
Żona z salonu, miała dobrą rękę do cieniowania moich włosów i zaplatania cebuli.
Kiedyś, gdy zabrakło nam płynu do wycieraczek od wewnątrz
i ruszył z ambitem po dolewkę,
pierwszy raz postawiła mu się sztorcem,
w poprzek ścieżki do furtki.
Odrzucił rower i odpowiedział kobiecie grzebiącej z uniesioną motyką
– Jadzia, na chuj mi twoja miłość.
To nie była ta śmierć, która ich rozdzieli.
Ilość odsłon: 170





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.