Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

 

bezsenność to chodzenie boso

zamykanie oczu w nadziei na sen 
jak pocieranie lampy w nadziei że wyskoczy dżin
dżina nie ma i tylko palce mokre od oliwy od paliwa 
i te przebłyski jak płomyki na chwilę
nie parzą nie dają możliwości zobaczenia

patrzy ciemność
chcesz wtulić się w
ciemność
bezsenność to sen ciemności
jest tuż obok
niedoprzytulenia

siedzi nad morzem i gada do niego
leży i udaje falę
łapie ten moment kiedy chmury zakrywają księżyc
 i nie rozumie gwiazd

 liczy spokojne oddechy domu 
 chodzi na palcach
z wrażeniem snu ocierającego się 
kotem o nogi

mówi
bądź słowem
 westchnieniem szaleństwa nad przekwitłym kwiatem
zrodzi on owoc i stanie się ciałem


jesteś jeszcze słowem nie wypowiedzianym
obietnicą że ptaki powrócą po zimie
uwiją gniazda w dłoni i chuchaj
chcę poczuć twój oddech 


porannieję
jeszcze noc wydaje na pokuszenie 
mrugnięcia jako możliwość snu
otwórz oczy zobacz ciemność
jaka gęsta namacalna
 w bólach zwija się pod latarnią
 jak bezdomny na dworcu

ja

 którymś pociągiem dotrę do celu
 do ciebie
 ale nie umiem się zdecydować
miałem iść za gwiazdą 
ale to nie takie proste
noc jest gęsta
organiczna ciemność brzucha wieloryba
zatrutej prawdy że nie chcesz mnie
ale póki co jest kłamstwo
 słodka ułuda od której psują się zęby
mamidło chwyta za rękę

szukam w słowach odpowiedzi na mit 
istnienia Boga
 gdyby istniał to czemu nie miałabyś istnieć
to jest kwestia wiary a wiara to zawieszanie 
kogoś czegoś na drzewie
najlepiej żeby było martwe lub na nim zabite
więc może nie chcę
 nie wierzę w ciebie
 zostanę z nadzieją przez ten jeden dzień 
do nocy
 po nocy na kolejny
każdy taki sam aż będziesz
zalepisz we mnie mrok
 wstawisz świeczkę
będę ją w sobie nosił mimo wiatru
na przekór

 porannieję już
 jeszcze nieodczuwalnie
 to nawet nie oddech na szyi
 to wspomnienie szaleństwa
 nitka przywiązana do szypułki 
i powieszona na iglastym drzewie
 coś jak wiara w słowo co stanęło w gardle
ziarno i kiełkuje
 zapuszcza korzenie



świat nas poronił przeżyliśmy cudem
 bez krzyku bez woli bez nocy bezsennej

codziennie obracam wskazówki martwego zegara o dobę


jesteśmy podobni
 szepczesz kołysanki poduszkom
a to one miały dać sen
 jak wodę ze studni
 ze stu dni pozostała nam godzina
zawsze godzina i nie pytaj 
bo nie ma czasu na odpowiedzi
są tabletki na sen na sens na życie na śmierć 
które wypluwam jak zęby po ciosie 

a to od akuszerki 
i pierwszy krzyk pierwszy brzask pierwsze nieporozumienie
poronieni i przeżyci cudem
bo to cud móc przeżyć przed żyć po żyć zżyć się i zżymać
 na zawartość szuflady
zamknij na kluczyk którego nie ma
kłód pod nogi nie zabraknie przyrzekam 
kłódeczko ale nie wpuszczaj nikogo

nikogo tu nie ma i tylko zegar
 nie tyka więc ruszam wskazówki o dobę
w to samo miejsce gdzie jestem ty jesteś 
podobna
poduszce szepczesz kołysanki i głaszczesz 
na sen
nie płacze nie krzyczy nigdy
grzeczne dziecko
 kiedyś cię poznam
po krawędzi szuflady dotknę

na noc znów bezsenną kiedy nucisz kołysanki poduszce
niech śpi

jak przykryte cylindrem magika 
myśli zamieniają się w słowa i dalej w formie 
porozrzucanych kamyków 
toczą się jak ziemia

szukam ciebie kolejną noc szukam siebie 
całymi dniami

 myśli skapuja pod cylinder 
 tam zamieniają się w słowa i dalej w formy 
kamyków znalezionych na plaży 
toczą się jak ziemia

i tylko dłonie drżą jak gdyby w szale 
kolejnym wydechem celebruję jestestwo 
jesteś w nim by krążyć z tlenem 
aż do opuszków co rozcięte 
wypływasz tam i znikasz

zawieszamy liściki żeby o sobie pamiętać 
mijanie ma w sobie przyzwolenie
 oddychaj mną
 poczuj wewnątrz
 w pokoju w pół mroku zawieszamy zapach
konsumujemy nieobecności

w mrok wyciągnąłem rękę
 wciągnąłem powietrze
jeszcze jesteś jestem

 przykładam ucho do ściany
mijam się z tobą tuż przez nią
 to wszystko jak sen
to sen
 sen

w pokoju pół mrok
jak szklanka do połowy pusta lub pełna
wypijam do dna 
teraz jasny czy ciemny
 Pusty.

 przykładam ucho do ściany
 jeszcze oddycham
kiedyś cię poznam poznam się na tobie zobaczysz
 póki co mam wewnątrz twój zapach
 ostatni wdech roznosi krew

krzyczę żeby wejść w posiadanie czasownika
tupię w podłogę bezsilności
 rozbijam knykcie o kolejną ścianę w poszukiwaniu drzwi
uderzam głową w końcu
 na końcu jest oddech na początku krzyk

pomieszczenie życia zmienia formy
groteska której nie zauważyłem nigdy
szafy nadymają się od ubrań
szafki nocne wypijają kolejne kawy i nie śpią zgrzytając szufladami
w kuchni otłuszczony czajnik zapomina
grzechocze kamykami na dnie
 a to tylko chwila od krzyku po oddech
w jedno uderzenie serca respiratora
nie szukaj mnie
zniknę 

ludzie znikają jakby zawarty w tym był sens 
 ich rdzeń od krzyku po oddech

patrzę przez okno pokoju życia jak spada księżyc i wędruje słońce
po nic

to jak pijackie rozmowy od krzyku po oddech

oparłem się o ścianę
osunąłem się po ścianie i nic
nic takie piękne

został 

oddech

głęboki i równy zawieszony na szyi

oddech


 drży na krawędzi listka

oddech głęboki i równy

porusza włosy jak kłosy aż słychać ten szelest

aż słychać by bezdech nagły i ciche dzwonienie

 kiedy powrócą do pionu

oddech

 to jestem to jesteś

motyl narodzony zimą na strychu
 na oknie mróz wymalował kwiaty tak martwe 
jak motyl co na nich zastygł
to oddech to jestem to jesteś
i tylko
zakłóca sen

 przemyka od zamknięcia powiek
teoria mrugnięć
upada kiedy zaczyna się budzić 
to że coś się przespało
coś umknęło i znalazło 

zgubiona moneta w rękach magika

 przetacza się po dłoni zwykłego pijaka


bezsenność to lepienie ciasta z nieznanych składników
sięgasz ręką po ciemność 
zbierasz owoce
ucierasz i trzesz mieszasz zgniatasz
Ciemność 

w bezsenności można odnaleźć spokój
 odrywać winogrona godzin 
 które gubią minuty

 powypluwane pestki
czarne na białej kartce
mapa skarbów
wymyślam tym antygwiazdom nazwy
wiatr wieje coraz śmielej
przegania chmury
 wywraca kartkę
komu by się chciało zbierać pestki
minuty z godzin

mały cichy sen tuż obok mnie
 głaszczę po głowie żeby nie przestał 
śnić o tym że go głaszczę po głowie
 i nie mogę przestać

wieczność przeskakuje jak w grze w klasy
jest kulawa ale to bez różnicy kiedy skacze 
czarna po czarnej planszy
sam nie wiem kiedy zaczęła zamierać
gubić kroki dookoła
pojedynczych liści między podmuchami
dać się unosić i przewracać na równe nogi
bez snu

przytulam ucho do ściany

oddycha


Ilość odsłon: 233

Komentarze

marzec 07, 2026 22:11

Mam mieszane uczucia, może przez to, że dość długie, ale są momenty bardzo fajne.
Jestem ciekawa wysłuchania tego zamiast czytania.

marzec 07, 2026 19:26

Tak w zasadzie sam to poematem nazywam.
Im dłużej go gadam tym mniej lubię, ale pewnie będzie to fajna pamiątka jak w końcu nagram to i usłyszę z aranżem i masteringiem

marzec 05, 2026 20:41

Zaciekawił, dobrze się czyta jak poemat.

marzec 05, 2026 19:37

fajne
pozdrawiam