prometeusz
zamknięci w kręgach umysłu
gdzieś na horyzoncie zdarzeń
w niebieskich akwenach wodnych
tam gdzie przy stole zasiada tylko on
i w jednym ręku nad głową trzyma okrąg ziemski
a drugą dłonią jakby chciał nas przestrzec
wskazując na nadchodzącą mgławicę
oczy niektórych śmiałków bo niedowiarków
skierowane są na błysk jaki tworzy kula ziemska
a ja boże ty mój
oddycham dla ciebie poprzez jarzma niedoli
poprzez cierpienia wyplute zaklętymi językami
mówię do ciebie próbując okrążyć tajemnicę spowiedzi
proszę cię wypuść mnie z tego jarzma domu niewoli
bo pragnę pójść dalej
i jeszcze dalej aby stracić z oczu głód ludzkiego rodu
i abym nie pragnął grabić i zabijać bez winy
abym mógł podejść do ciebie z godnością
z godnością człowieka jakiego stworzyłeś
na wzór choć jednak czuję się jak replika
i tam gdzie głos milknie a diabeł zaciera ręce
kończy się moja wiara w mgłę rozpuszczoną na wietrze





Komentarze
Leszek.J
maj 05, 2026 19:36
To dobry wiersz o nastawieniu pacyfistycznym.
Pozdrawiam
Basia
kwiecień 30, 2026 05:57
Szczere i dobre. Podoba mi się ten styl.