Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki


zoo
dziecko wskazuje szympansa
"co zrobił ten pan?" 

...

lubię twoje szarości 
jak dym płonących miast
zza popalonych mostów 

...

nie budź mnie
tylko po to bym 
nie spał 

wiatr mnie zabuja
zagłaszcze tak czule
jak gdybyś mogła ty

więc mnie nie budź 
tylko po to bym nie spał 
zostanę gdzie droga zawiodła 
ś mnie droga

...

jesteś przyczyną milczeń
zamilknięć
wygryzam je z policzka i spod warg
żuję się 

poszedłem żeby wyrwano mi zęby
dotykam językiem wspomnienia na dziąśle
wypluwam krew do wody w wannie w której siedzę 
rozmywa się jak kolor z pędzla 
za chwilę 
woda jest czysta
więc to tylko iluzja
z pustki wypływa pustka

jesteś przyczyną milczeń


...

dla ciebie szklanka zawsze jest
do połowy pełna 
ustawiasz je koło łóżka 
i nigdy nie wypijasz

wieczorem płuczesz nią zęby 
i przez chwilę szklanka jest
do dna pusta

...


Łyżka 


nie miałem łyżeczki 
a chciałem zjeść jogurt
więc posłużyłem się 
aluminiowym wieczkiem

pierwsze nacięcie kącika ust
było właściwie niewyczuwalne
lekki dyskomfort 
jadłem dalej 

później nie byłem w stanie 
nic powiedzieć - każde słowo 
rozrywało usta

i niby wiem że to moja wina
ale już jej nie zaufam


 

...

mówisz mi że śmierć 
nie wybiera 
to samo mówisz 
o miłości 
i że dlatego tak samo
chciałbym się zakochać 
jak zabić 


byle nie w tobie 

mówisz mi że uwielbiasz
moją wrażliwość i dłonie 
wkładasz mi swoje w rękawy 
i pytasz jak to możliwe 
że mimo życia jeszcze 
się nie zabiłem 
 - bo się kocham
więc zabierasz dłonie 

byle nie z tobą 



...

serce tłucze 
alerty esoesy
po ból 

poza tym cisza 
milimetrowa warstwa kurzu
pleśń na fusach i suche sukulenty 

mówiłaś mi - ciał obcych
z rany się nie wyciąga 

wrasta




...



on przyjechał tu z Bangladeszu 

"pana! pana! wszystko dobre pana!?" 
proponuje mi darmowy napar który 
nazywa herbatą ale nie ma w nim herbaty 

zostawił żonę dziecko rodziców 
i przeleciał pół świata żeby 
zrobić mi kebaba

zawsze zostawiam mu kilka 
złotych tipa 
na bilet do domu 



...



tęsknię żeby cię spotkać pierwszy raz
i żeby było inaczej - żebym miał szansę 
przynajmniej naprawdę cię stracić 

tęsknię żeby znowu oddychać 
bez myśli czy tak by smakował 
ostatni i za strachem że to ostatni

tęsknię za strachem uwieszony na linie
gdzieś na sopockim dachu 
i żeby cię spotkać jeszcze raz 
ten pierwszy raz i móc 
tak naprawdę stracić 




...


porozpadało się a później spadł deszcz

przełykam
krew ślinę solpadeine pytasz
czy nie chcę tramalu 
ale mam serce
nie chcę 

przełykam krew ślinę 
to dziwne nic
czuć 
kiedy tu byłaś kłamałem 
kiedy nie ma milczę 

przełykam 
krew ślinę solpadeine głód 
"popłakał się pan?" 
jakoś leci
samo płynie 

przełykam 



...


chciała, żeby maj

poddusza ta wiosna
niemal z czułością 
obiecanką
że jeszcze chwila i zakwitnę 
zakwilę ze szczęścia 
z życia z życia! 

póki co w za życiu zażywam
kolejny dym
ułudę po ulgę 
po duszenie
tak czułe jak próżne
tak puste jak czuję 
tak trudne jak oddech 
bezdech odbija się echem
od płuc

już wkrótce zakwitnę 
ktoś przyjdzie i zetnie
daruje i zwiędnę 
w jakimś flakonie na jakimś stole





...



mówisz - trzymajmy się 
na dystans. to dotyka
tyczymy się wytyczamy

mówisz - teraz nie mam 
czasu. co brzmi jak poczekaj
brzmi jak uciekaj - lub lub

mówię - też czasami potrzebuję
człowieka. twój pies 
liże mnie w dłoń 

mówię - chcę poznać nie oceniać 
zabić nie nie żyć mówię - 
lubię kiedy się uśmiechasz




...


klepsydra 


mówisz - chcę się z tobą 
cieszyć. when i'm in blue in blu in ból 

mówisz - nie chcę twoich 
emocji. chowam do płuc
mówisz - mam za dużo słów 
. 

mówisz - 
. 


...

wyszepcz 

wschód słońca nad zimnym Bałtykiem 
wypalam lont dnia ląd i dna
ptaki rozbijają się o słońce 
i myślę że wolałbym z

ustnik parzy w palce
słońce jest już nudne 
wysoko i nic nie zapowiada 
żeby miało przestać 
przesypuję piasek do wyjścia 

znów myślę że wolałbym z tobą 
gdzieś jesteś - nic to nie zmienia
palenie powoduje raka bezpłodność 
i chwilę spokoju


...


a goni a
przez odcienie błękitu i falowania zbóż
jak z miłości strachu i zwykłej żądzy
trwania

a goni a
nie od początku do końca
bez środków czy nawet pół
nie ósemka czy podkowa a punkt

kropka bez i
samotna na całą kartkę
pusty krzyż z pełnym grobem
i potylica z otworem po kuli

zbyt wiele oczekujesz
zbyt wiele oczek kłuje
twój stan stań nie na baczność
i nie spocznij póki czas

tymczasem w cichym gmachu gruchają gołębie
przez zbity witraż zagląda noc
wpada wiatr i przygasa światełko 
tabernakulum


...

już czerw 
połowa wciąż
za nami
i przed

...


 - życie jest pełne 
kurew i skurwysynów 
 - a ty kim jesteś 
 - skurwielem

z poparzonej dłoni złuszcza się skóra 
głaskałaś tam, nie bolało tylko
czułem mocniej 

 - życie jest pełne 
...
 - nie słuchasz mnie 
 - pełne kurew, wiem 

z poparzonej dłoni złuszcza się skóra 
delikatna i różowa pod
trochę boli ale 
dałbym jej głaskać 




...


mówisz że lubisz ze mną 
chodzić i nie wiem gdzie 
nas to zaprowadzi 

gdzieś w środek lasu
między drzewa gdzie grawitacja 
ułoży ciała jak
bym chciał się
zakołysać z tobą 

mówisz że jestem wyjątkowy
że mam imię 
i zastanawiam się jakbyś 
je mogła wyszeptać 




















...



lubię twoje szarości 
mglenia i dymienia wpadające w błękit

patrzę w twoje oczy jak one
jak oczy husky
i nie widzę w nich ufności 
bardziej wyzwanie 
więc nauczyłem się traktować 
każde spotkanie jako ostatnie

lubię twoje szarości 
jak sopocka plaża w słoneczny dzień 
zatopiona w chmurze  
w pomiędzy 
ucieczką 
a lękiem 
że uda się uciec 


...



niebo nie raj (z pamięcią o pewnym poecie)

 

ostatnio tu nie pada deszcz
spadają chmury 
i w tej gęstości przechodzi 
żyć 

wmakam 
wygasła cała jaskrawość 
surowa konserwa - puszka bez mięsa 
tak przyszło 
czuć 

wychodzę i wracam jakby udało się płakać 
konwekcyjny opad
i już 

z dachu patrzę na sąsiednie miasto 
stalowe żurawie nad
i słoneczna zalewa mnie 
żółć 

ona mi mówi - jesteś chory w głowę 
ja jej odpowiadam że w duszę 
to takie poetyckie - poetyckie w chuj

i to nie to że chcę razić słowem 
podobno nie ma złych słów ani uczuć 
jest tylko to pierdolone miasto za mgłą 

a poezja zdarza się 
tuż przed świtem kiedy nawet niechętnie 
ale decydujesz że tak tak
chcę przeżyć ten dzień 
tuż po orgaźmie
kiedy chcesz się splatać 
na wszystkie potem
na któreś na zawsze
reszta to tylko umieranie w ładne słowa 
w efektowne sploty metafor

w miasto schowane we mgle
w chmurze
a my na dnie 
to tylko niebo - nie raj














...

z baru ukradłem jej 
chociaż nie kradnę zazwyczaj 
szklankę owiniętą w szklanego oktopusa
w której dostałem drinka

nie byłem pijany 
bo gdybym był to 
liczyłbym na jakieś wyznanie 
w końcu nie kradnę zazwyczaj 
a teraz nie kradnę 
chyba że dla niej 


...

Ilość odsłon: 213

Komentarze

czerwiec 14, 2026 13:52

jesteś przyczyną milczeń ....--bardzo ciekawy txt każdy wymiar spojrzenie i obraz błogosławiony przez natchnienie pzdr Grzegorz

czerwiec 12, 2026 11:43

To po prostu zsyp, zależy mi, żeby nie znikł i dlatego tu jest. Pozdrawiam Leno

czerwiec 12, 2026 10:03

Dużo poruszającej poezji, głównie w ujęciu slamowym, tj.w firmie strumienia myśli. Żeby ocenic taką poezję, trzeba by ją rozłożyć na mniejsze fragmenty. Całość biorę bardziej jako dar niż produkt do wyceny.

Jeśli zależy Ci na konkretach, to może wrzuć to w mniejszych paczkach.

Pozdrawiam

czerwiec 11, 2026 21:16

Bardzo potrzebny komentarz

czerwiec 10, 2026 08:56

...początkowy bełkot skutecznie zniechęca (i dobrze) do dalszego czytania.