tim koza
mikrodialog1
Stary spowiednik wystraszył się, zachwiał i poleciał na orzechowy konfesjonał.
Tak rozpoczęła się czwarta godzina upalnego dnia.
– Ojcze, czy można robić zdjęcia?
– Tak, proszę.
– Pstryk, pstryk, pstryk.
– Teraz zapraszam wszystkich na herbatkę.
– Nie, nie, będziemy robić kłopot.
– Już, już, za mną, proszę. Wcześniej proboszczem był tu ojciec Augusto. Ciekawy charakter, nie powiem. Oczy miał wąskie, zaropiałe tajemnicą. Żył sto dwa lata, bo jadł dużo pieprzu.
– Ale dobra ta herbata. Michał, co powiesz?
– Pstryk. Co herbata? Tak, znakomita. Tak samo jak bluszcz w korytarzu. O, kotek. I drugi. Kici, kici.
– Macie dzieci?
– Tak. Nie. Hmm... Nie mamy z nimi kontaktu od wielu lat. Gdzieś chyba żyją. Ojcze...
– Bądźmy dobrej myśli. Kiedyś zginął mi mój As. Cudny pies. Wyżeł, notabene. Tydzień nie wracał na probostwo. Byłem samotny jak ksiądz. Ksiądz bez psa. Zrezygnowany udałem się z pielgrzymką do Padwy. Tam żarliwie modliłem się przy języku świętego Antoniego. Wieczorem zjadłem gnocchi z porcini i poszedłem spać.
Rano telefon. Kościelny wydziera się do słuchawki:
– As wrócił! Nasz As wrócił!
Łzy u księdza i gości.
– My już sobie pójdziemy. Dziękujemy za herbatę.
– W Padwie przy języku jesteśmy co roku.





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.