prometeusz
heliotrop
peruwiańska piękność
zakwitła niespodziewanie
długo czekałem z tą nadzieją kiedy
przycinałem i zastanawiałem się
czy rozpozna człowieka który ją pielęgnował
nadszedł ten dzień w którym pokazała swoją urodę
było słonecznie lecz tylko do czasu
bo kiedy otworzyła oczy i zobaczyła
balkon jaki ją otaczał zemdlała
byłem przekonany że to od słońca
że przeżyła szok termiczny
nie zdawałem sobie sprawy
że świat jaki zobaczy jest pozbawiony kolorów
nie taki w jakim sama siebie widziała
na dodatek jej zapach dla którego ją sprowadziłem
rozniósł się po całym mieszkaniu
cała obsypana była fioletową serwetką kwiatów
nie byłem pewny czy powinienem jej powiedzieć
że jest moją wychowanką ulubienicą
że poświęciłem czas i wszystko co miałem
aby mogła przetrwać w moim klimacie
na tym zakończę
chociaż o niej mógłbym mówić i pisać bez końca





Komentarze
Lena Pelowska
czerwiec 22, 2026 15:25
bardzo ciekawie, chociaż przemyślałabym nieco formę. jest prozatorsko. poezja robi zwykle pauzę, niedoopowiada, niedoopisuje, kończy się, urywa - w miejscu, gdzie wkracza refleksja czytelnika.
Pozdrawiam
Basia
czerwiec 17, 2026 03:42
To o kwiecie? Znowu mnie psychodelia ogarnęła, w sumie sama długo malowałam kwiaty, ale jest taki moment kiedy trzeba przestać.. ;) wiersz dobry, bardzo obrazowy
Leszek.J
czerwiec 16, 2026 15:41
Jakiś taki inny ten wiersz taki opisowy :|