Zdzisław Brałkowski
Sport first americana
Czy
jest sport taki na naszym świecie,
gdzie
nie sędziowie sędziują mecze?
Dziwne
pytanie, odpowiedź znana,
zwany
od dziś – first americana.
Nieważne
gdzie to, nieważne z kim gra,
„nasza
drużyna ma być najpierwsza”.
Tako
ogłosił Pomarańczowy
i
anulował kolor czerwony,
który
otrzymał zawodnik z kraju,
gdzie
się mistrzostwa te odbywają.
Mistrzostwa
świata… to nie w kij dmuchał!
Szef
tego sportu grzecznie usłuchał
i
już czerwona kartka nie wadzi!
W
następnym meczu miał brutal wsadzić
innej
drużynie bramkę zwycięską…
lecz…
a to schocking! Skończone klęską.
„Czerwone
Diabły” się nie ulękły.
Trampek
zobaczył palec niezgięty,
sterczący
w górę (środkowy zresztą).
Inni
na świecie się z tego cieszą.
Czy
tej historii już zakończenie?
Nie
jest naiwnym moje myślenie –
w
hitowym sporcie forsa ogromna
na
pierwszym miejscu. Firstem jest dolar,
Zmarszczka
zwątpienia narusza myśli
i
w nocnej marze może się przyśnić –
czy
znów pod suknem nie będzie prób, by
zagrać
ponownie mecz. W reasumpcji.





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.