grzegorzgrześ
4/3
kwadrat życia wygina się w romb
1
wyżymam z ciuchów sen
oddychałem w nim spod powierzchni
przez wydmuszkę
musisz to poczuć
przewidzieć kolejną falę
pokochać kolejny oddech
schodzę po stromym dachu
dachówka karpiówka
lina się plącze
język jest martwy
2
kontenerowce przepływają między blokami
wydaje się że toną powoli
a to mnie grawitacja po suchych glonach
porostach osuwa a jestem na końcu
dalej tylko metry w dół
kilka kropel deszczu nie pozwoli mi
wyjść i wiem to i wiem to całym ciałem
napina się to ciało i lina jest miękka
miękka zaczepia się plącze
wyżymam z ciuchów dzień
trzeba przewidzieć falę
pokochać oddech
zaufać linie
...
to miał być ładny wierszyk
coś o miłości do wzruszeń
a to coraz większy bezsens
słodka amfetamina na sen
mijała nas śmierć
pokaż cycki - krzyknął
porzucałem ludzi za jedno kocham
za jedno zostań. został on
krew niezmiennie jest czerwona
rana szarpana rozchyla się jak cipka
to coraz większy bezsens
seans spirytystyczny anonimowych alkoholików
na początku każdy się przedstawia
nie mam imienia
rana szarpana rozchyla się
panta rhei
do ostatniej kropli
...
gościu opowiada tak
spadł deszcz
morze dżdżu
kilka pokoleń kropel kierowanych przez ten sam cel
stać się oceanem
aż zostały tylko te co chciały być chmurą w chmurach
i przestał padać deszcz a oceanu jak nie było tak
nie ma
...
wypomina mi dzień
kiedy powiedziałem tylko
hej i zabijałem się
łatwiej jest tracić wszystko
kiedy nie ma się nic
a jest całkiem pięknie
znów za kimś tęsknię
śpię nie śnię rzygam
poezję
Ilość odsłon: 119





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.