Leszek.J
Pod górę i równia
Na moim małym targu kupuję miłość na wynos to nie są kilogramy to tony w całości spięte
Na moim małym targu siedzą kokoszki na gniazdach kupuję jedno złote co w noc bezsenną mi świeci
Poranki wieczory w chmurach róże aż do czerwieni świat blednie i ciemnieje nie chodzę już po targach
zgubiłem ostatni grzebień pióra pokryły się szronem jesień podąża do zimy wiatr hula po gołej skroni 14-06-2020
Ilość odsłon: 148





Komentarze
Leszek.J
lipiec 26, 2026 18:36
Basiu, dziękuję za obecność i słowo pod wierszem, pozdrawiam
Brednienakamiszu, dziękuję za pozytywny komentarz, pozdrawiam
Brednienakarniszu
lipiec 24, 2026 15:37
Super wiersz , taki klasyczny i refleksyjny. Odpowiednio skrojony na pewno. Pozdrawiam
Basia
lipiec 24, 2026 07:24
O to to! Bardzo na tak :D
Leszek.J
lipiec 23, 2026 17:14
Dziękuję serdecznie tetu, zaraz zrobię to co sugerujesz.
Pozdrawiam
tetu
lipiec 22, 2026 22:51
Przejmujący wiersz, Leszku. Trzecia strofa jest bardzo wymowna, metafory celne – ale o tym pisał już xlax. Mam jednak drobną sugestię co do czwartej strofy. Przemyśl, czy ta część nie wybrzmiałaby lepiej i szlachetniej, gdybyś użył liczby pojedynczej w słowie „szron”. Uniknąłbyś wtedy rymu szrony/skroni, dzięki czemu nic by tam nie zgrzytało, a strofa zyskałaby ładne, naturalne brzmienie. Pozdrawiam.
Leszek.J
lipiec 21, 2026 17:30
Dziękuję Marku za konstruktywny komentarz
Pozdrawiam
x l a x
lipiec 21, 2026 15:38
Jest lirycznie i zwyczajnie, trafne metafory. Końcówka dobija.