Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki













minął kolejny rok złych przepowiedni 
przekładam sznur z ręki do ręki 
udaje się wciąż spokój czuć
ani on adekwatny ani odpowiedni

zakochałbym się w chuj
gdybym wiedział że warto
że nie złamie znowu w pół 
że nie pójdę znów na darmo

nie chcę grać w gry choć goni żółć
czy to świt czy blask latarni 
majaczy cień i by biegł za tobą gdyby mógł 
lecz nie wygrywają ci ostatni 

bezczelnie zerkam gdy spoglądasz w otchłań 
Nietzsche by krzyczał - umarł Bóg niech żyje bóg 
a tu? koniec lata jest tuż tuż 
ruchać poezję krzyczy Poznań 









...



w końcu mi to narysował
i chociaż mi się to nie podoba
to wychodzi że w centrum jest ona 
a ja to tylko odnoga

myślę - pierdole
na to to nie pozwolę 
więc mój plan zakłada 
że nie próbując się dogadać 
znajdę inną dziewczynę 
co nie będzie mojej dziewczyny dziewczyną
ani dziewczyny mojej dziewczyny 
i założę z nią rodzinę 

będę głową 
od głowy ani odnogi 
ani nogi nie odchodzą 






....



mówisz - ożeń się ze mną 

piąte piętro 
przygotowuję linę 
będzie koło sześciu metrów 
po prawie pionowej mansardzie 

myślę po co ci to
mama modli się za mnie on boi 
a ja tylko umieram kiedy ty 
polujesz na słońce 



...

mówisz - przykro mi że odszedłeś 

zostawiła mnie kolejna terapeutka 
będę miał więcej czasu na palenie
sięgam trzech paczek dziennie 

ona mówi że życie to gra komputerowa 
ja gram w demo - mówię - nie szukam dziewczyny 
a do ciebie kasuje wiadomości 

nieustannie ksują przyjaciele
jedynego osiągalnego fraga z samego siebie 
dobrze bo wcale nie chcę akurat takiej wygranej

jestem niezłym supportem 
ona myślała że egzaltowanym dupkiem
myślę że na początku ty też 
#noicoztego 

mówisz że ci przykro że odszedłem
ale przecież i tak nie miałaś na mnie miejsca
może dlatego że lekko cuchnę
kortyzol puszczam z dymem





















...


pod mostem nurt faluje wodorosty 

tymczasem po drugiej stronie
monochromat traci kolory
zapomniana tęcza wyrwana z żołądka 
nie ściska nerwów szczęście 
to zaschnięty bohomaz
namazany pustką 
tuż po

...


Łania śpiewa piosenkę o mirabelkach
ja jadłem szczaw prosto z pola
to takie zabawne mówią ludzie o nienagannych zębach 
których nie skruszył piach co się nazywa bieda

wystarczy mąka i woda by było co jeść 
to takie niesamowite ktoś z zachwytem szepcze
dziękuję Bogu że ta mąka nie była z kory drzew

Łania śpiewa piosenkę o mirabelkach 
o tym jak wypełnią w w żołądku ścisk
to taki banał prawie że brednie 
nie zrozumie głodnego kto zawsze miał perspektywę by zjeść 















Ilość odsłon: 155

Komentarze

sierpień 21, 2026 07:17

Czułam, Grzegorz, że jesteś bardzo świadomy tego, co napisałeś. To bardzo uczciwe wobec czytelnika, że stać Cię na taki autokrytycyzm. Zatem trzymam za słowo – jak Ci się kiedyś uda złożyć to do kupy, to wiesz gdzie mnie szukać. Pozdrówka.

sierpień 19, 2026 21:19

Jakoś mocno mnie zniosło w taki klimat, trochę zbyt egzaltowane i operujące na krawędzi dobrego smaku, bo w jakiś sposób te teksty romantyzują samobójstwo.
Trochę na krawędzi kiczu i banału, prawie bez metafor.

Kusi mnie to złożyć w całość z opowiadaniami, ale to czas pokaże. Do Ciebie się zgłoszę, żeby dać egzemplarz, o ile się uda

sierpień 18, 2026 23:40

Czytam te teksty kolejny raz i za każdym razem czuję mocne napięcie. Lubię mroczną, konfesyjną poezję, odnajduję się w niej, ale tutaj pojawia się bardzo specyficzny niepokój.

​Natłok obrazów wywołuje dreszcz – jest w tym coś autentycznego, bezwzględnego i dusznego zarazem. Trzymasz czytelnika za pysk w niezwykle ciężkiej atmosferze, nie dając ani chwili na złapanie oddechu.

​Bardzo surowa, mocna liryka. Zawsze czytam.