grzegorzgrześ
sierpień, 0/0
minął kolejny rok złych przepowiedni
przekładam sznur z ręki do ręki
udaje się wciąż spokój czuć
ani on adekwatny ani odpowiedni
zakochałbym się w chuj
gdybym wiedział że warto
że nie złamie znowu w pół
że nie pójdę znów na darmo
nie chcę grać w gry choć goni żółć
czy to świt czy blask latarni
majaczy cień i by biegł za tobą gdyby mógł
lecz nie wygrywają ci ostatni
bezczelnie zerkam gdy spoglądasz w otchłań
Nietzsche by krzyczał - umarł Bóg niech żyje bóg
a tu? koniec lata jest tuż tuż
ruchać poezję krzyczy Poznań
...
w końcu mi to narysował
i chociaż mi się to nie podoba
to wychodzi że w centrum jest ona
a ja to tylko odnoga
myślę - pierdole
na to to nie pozwolę
więc mój plan zakłada
że nie próbując się dogadać
znajdę inną dziewczynę
co nie będzie mojej dziewczyny dziewczyną
ani dziewczyny mojej dziewczyny
i założę z nią rodzinę
będę głową
od głowy ani odnogi
ani nogi nie odchodzą
....
mówisz - ożeń się ze mną
piąte piętro
przygotowuję linę
będzie koło sześciu metrów
po prawie pionowej mansardzie
myślę po co ci to
mama modli się za mnie on boi
a ja tylko umieram kiedy ty
polujesz na słońce
...
mówisz - przykro mi że odszedłeś
zostawiła mnie kolejna terapeutka
będę miał więcej czasu na palenie
sięgam trzech paczek dziennie
ona mówi że życie to gra komputerowa
ja gram w demo - mówię - nie szukam dziewczyny
a do ciebie kasuje wiadomości
nieustannie ksują przyjaciele
jedynego osiągalnego fraga z samego siebie
dobrze bo wcale nie chcę akurat takiej wygranej
jestem niezłym supportem
ona myślała że egzaltowanym dupkiem
myślę że na początku ty też
#noicoztego
mówisz że ci przykro że odszedłem
ale przecież i tak nie miałaś na mnie miejsca
może dlatego że lekko cuchnę
kortyzol puszczam z dymem
...
pod mostem nurt faluje wodorosty
tymczasem po drugiej stronie
monochromat traci kolory
zapomniana tęcza wyrwana z żołądka
nie ściska nerwów szczęście
to zaschnięty bohomaz
namazany pustką
tuż po
...
Łania śpiewa piosenkę o mirabelkach
ja jadłem szczaw prosto z pola
to takie zabawne mówią ludzie o nienagannych zębach
których nie skruszył piach co się nazywa bieda
wystarczy mąka i woda by było co jeść
to takie niesamowite ktoś z zachwytem szepcze
dziękuję Bogu że ta mąka nie była z kory drzew
Łania śpiewa piosenkę o mirabelkach
o tym jak wypełnią w w żołądku ścisk
to taki banał prawie że brednie
nie zrozumie głodnego kto zawsze miał perspektywę by zjeść
Ilość odsłon: 155





Komentarze
tetu
sierpień 21, 2026 07:17
Czułam, Grzegorz, że jesteś bardzo świadomy tego, co napisałeś. To bardzo uczciwe wobec czytelnika, że stać Cię na taki autokrytycyzm. Zatem trzymam za słowo – jak Ci się kiedyś uda złożyć to do kupy, to wiesz gdzie mnie szukać. Pozdrówka.
grzegorzgrześ
sierpień 19, 2026 21:19
Jakoś mocno mnie zniosło w taki klimat, trochę zbyt egzaltowane i operujące na krawędzi dobrego smaku, bo w jakiś sposób te teksty romantyzują samobójstwo.
Trochę na krawędzi kiczu i banału, prawie bez metafor.
Kusi mnie to złożyć w całość z opowiadaniami, ale to czas pokaże. Do Ciebie się zgłoszę, żeby dać egzemplarz, o ile się uda
tetu
sierpień 18, 2026 23:40
Czytam te teksty kolejny raz i za każdym razem czuję mocne napięcie. Lubię mroczną, konfesyjną poezję, odnajduję się w niej, ale tutaj pojawia się bardzo specyficzny niepokój.
Natłok obrazów wywołuje dreszcz – jest w tym coś autentycznego, bezwzględnego i dusznego zarazem. Trzymasz czytelnika za pysk w niezwykle ciężkiej atmosferze, nie dając ani chwili na złapanie oddechu.
Bardzo surowa, mocna liryka. Zawsze czytam.