Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

miałem uczucie płodności

żona też odczuwała namiętność

w tym naszym pokoju


mijały lata córka dorastała było wesoło

wszystko przemija przemija lato nadchodzi pleśń

pleśń okrywająca niewietrzony dom

później przechodzimy z pokoju w obojętność


uznasz że zwariowałem nagłaśniając temat o naszej córce

być może daj boże gdzieś tam gdzie oczy nie widzą

gdzie tylko nie spojrzę tam szereg wspomnień się jarzy

nagle zanika znika obręcz tajemna mojej rozmazanej twarzy

szukałem daleko blisko leżało nadmiernie powstrzymywało

kroki bezkresne urwisko jak magnes ponownie się szerzy


nie ważne jest teraz nie ważne gdzie boli kiedy boli

byleby nad ranem przestało ze zmęczenia nie

myślałem myślałaś taki dzień nadejdzie

nie byłem gnojkiem tylko wsparciem żelazem

dla stworzenia naszego zmęczenia

wnikam w tą bliznę gdzie goi się rana

przygotowana na odpust byłaś i będziesz niepowtarzalna


przedwczoraj skakała bawiła się chowała

znikła w piwnicy pseudo bóg ją schował zatrzasną

w ciemnicy z szczurami z rurami z upiorem u boku

systemem pojęć specyficznych pomiędzy chorobami


obrzeże źrenicy łza opanowała nie znam jutra pojutrza

była taka ufna usłużna bezbronna

nie zaśpiewam sto lat chyba że w moje ręce

bycie oddasz mi padalca skorzystam

gołymi rękoma wyrwę z pedofila

niewzruszoną dusze wtedy zaśpiewam

tam gdzie nikt nie usłyszy


zadzwonił telefon z początku był głuchy

po chwili napięcia zaczęłaś wołać wykop mnie

on wciąż tu jest tato

Ilość odsłon: 114

Komentarze

wrzesień 06, 2026 17:27

Wiersz ten zawiera straszną tajemnicę i nie zagojoną ranę.
Mogę tylko współczuć podmiotowi