grzegorzgrześ
czarne babie lato
znad płomienia
czarna niteczka
szlag by to
powtarzam jak mantrę
prowadzi szlak po żużlu i szlace
mieszasz mi w głowie
na szpalcie coraz ciemniej
bieli nie odzyskasz idziemy w czerń
osobno w odwrotnych
aż odwrócimy się i oddamy strzał
zliżemy się ze stołu
bez zastawy
czysty kryształ o brudnym kolorze
miłość jest na później
nie że spóźnieni kochankowie
wszystko jest na czas
zlizujemy kryształy ze stołu
by później wlizać w siebie co zostało na języku
gorzko gorzko
mocno mocno
strzał
płatki popiołu drobiny kurzu
wirujemy
Ilość odsłon: 81





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.