Brednienakarniszu
zawód
Przez pół życia tonąłem
w mętnej szklance,
aż w końcu pękła.
w mętnej szklance,
aż w końcu pękła.
By uciec
od szarości miast
wspinałem się po lodowych łańcuchach
bez odpowiedniego obuwia.
od szarości miast
wspinałem się po lodowych łańcuchach
bez odpowiedniego obuwia.
W końcu przyszła wiosna,
nastała odwilż.
A ja marzę by zjechać z tego szczytu
na sankach.
nastała odwilż.
A ja marzę by zjechać z tego szczytu
na sankach.
Wersja 2
Przez pół życia tonął w mętnej szklance,
aż w końcu pękła.
aż w końcu pękła.
Uciekał od szarości miast
i wspinał się po lodowych łańcuchach
bez odpowiedniego obuwia.
i wspinał się po lodowych łańcuchach
bez odpowiedniego obuwia.
Gdy przyszła wiosna i nastała odwilż,
zjechał z górskiego szczytu
na sankach.
zjechał z górskiego szczytu
na sankach.
Ilość odsłon: 349





Komentarze
Brednienakarniszu
wrzesień 15, 2026 14:45
Dziękuję Basia , masz rację , że jest to niejesne, wrócę do pierwotnej myśli i to poprawie. Chociaż też może być zagadkowa.
Basia
wrzesień 14, 2026 21:11
Ciekawy, acz tajemniczy nieco. Rozumiem że tu dominuje metafora, chyba życia, ale pewna nie jestem, całkiem dobry. Szkoda, że bardziej nie naprowadza czym były te śnieżnobiałe góry..
Brednienakarniszu
wrzesień 14, 2026 18:42
Hej , ale podmiot liryczny tak chce, nie ma co z tym dyskutować. Pozdrawiam
Leszek.J
wrzesień 14, 2026 15:32
Na sankach nie radzę, lepiej na nartach są bardziej zwrotne i sterowalne.