Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

W tym roku urlop był niebywały.

Wreszcie gdzie indziej, od trwogi stałej,

że sąsiad wschodni nam krwi napsuje…

Nie w Europie. Tropik? Pasuje.

 

Hotel przy plaży. Widzę, więc wierzę.

Nad samym morzem, jak na folderze.

Sto metrów ledwie, więc się nie skarżę…

W pionie mierzone, po schodach złażę.

 

Za to, gdy wracam, dbam o kondycję

na górę włażąc. Pod koniec ścisnę

pasek dwie dziurki bliżej… O rany!

Od razu lepiej. Urlop udany.

 

Hotel, jak hotel. Wielkie mecyje.

Gdy insekt kąsa, człek wie, że żyje.

Ciut krwi serdecznej oddać żyjątku

prawem Natury jest od początku.

 

Trochę nerw było, gdy rekin ludzia

jakiegoś pożarł. Na rybę „huzia!” –

w hotelu wrzask był. To człeka wina!

Rekin nie z wegan, też mięsko wcina.

 

Plażę skreśliłem, na suk poszedłem.

Wspaniały zakup! Mieczem, jak berłem,

będę wywijał w domu, gdy wrócę…

Ma certyfikat, że głowy skrócił

 

wielu niewiernym przez pięć stuleci…

Którzy to byli? Pewnie dziś święci.

Napis na mieczu jest Mejd in Czajna…

Import sprzed wieków? Rzecz to zwyczajna.

 

Od tysiącleci, Jedwabnym Szlakiem,

wymiana dóbr – handlowym znakiem.

Hammurabiego Kodeks me oczy

też wypatrzyły. Handlarz się boczył –

 

na oryginał zbyt mało miałem,

lecz się udało. Utargowałem!

To „ante Christum” napis, jak skuwka,

przetrwał millennia. Żadna podróbka!

***

Urlop się skończył. Do dom wracałem…

na razie duchem, ale nie ciałem,

gdyż jakieś wojny na Bliskim Wschodzie

przerwały szlaki. Trwałem, o głodzie,

 

na ich lotniskach przez tydzień cały

(smakowe kubki jeść nasze chciały).

Biuro… fakt, tanie, ubezpieczenia

nie wykupiło i jak jelenia

 

mnie porzuciło. Szczęściem dziś państwo

swoim pomaga. Lecz… co za draństwo! –

akurat wtedy jakieś wulkany

się obudziły i znowu na nic

 

nowe bilety. Loty wstrzymane…

Chcę być już w domu! Ten urlop – dramat.

…Gdy po tygodniu, znużon, z mozołem

do dom wróciłem… tam odpocząłem.

Ilość odsłon: 73

Komentarze

wrzesień 21, 2026 13:34

To nie moje wyprawy - to zbitka w satyriadzie różnych urlopowych przygód Polaków, o których słyszałem lub czytałem.
Zdarzały się "na przestrzeni lat" w różnych krajach, zwłaszcza bliskowschodnich.

wrzesień 20, 2026 19:29

Wiersz regularny, 10 zgłosek to na plus.
Trudno zgadnąć gdzie byłeś, pewnie na dalszym wschodzie.
Może Tajlandia, albo Malezja?