grzegorzgrześ
Wrzesień 24
rozpaleni
jak bombardowane Osaka i Drezno
jak Warszawa w czterdziestym czwartym
leżysz z głową na klatce
z ciałem przylgniętym i lepkim
zasypiam gdy głaszczesz
odchodzę nim zostanę na zawsze
nim zostaną zgliszcza
i na nich wybuduję nowy
lepszy wspaniały brak
uciekam w równonoc
teraz będzie tylko ciemniej
pożary dogasają
truchła zżerają psy bezdomne
w piwnicach zasypane nienarodzone
noc gnieździ się we mnie
składa jaja
odrosły Warszawa Osaka i Drezno
we mnie gruz
deszcz syczy
dym unosi się w ciemność
Ilość odsłon: 117





Komentarze
Lena Pelowska
wrzesień 25, 2026 14:03
dobry wiersz.
smutny i taki "dramatyczny" ale tym razem miałeś kontrolę nad słowotokiem i wg mnie zgrabnie to wyszło.
Pozdrawiam
grzegorzgrześ
wrzesień 25, 2026 11:15
"nowy wspaniały świat" Huxleja coś Ci mówi? Bo jeśli nie to rzeczywiście czegoś będzie Ci tu brak
Brednienakarniszu
wrzesień 25, 2026 10:10
Podoba mi się pierwsza część, ostatniej słowo brak , zmieniłbym na„ barak ”, żeby jakąś metafora była która holistyczne oddaje sens. Przemyśl. Ja tak bym ten wiersz tak zakonczył.