Janvierdunord
W sile wieku
za oknem zbliżyły się do siebie wieżowce wbite w ziemię
coraz bardziej skrzypią deski pod nogami w matowym lustrze
szukam odbicia by zniknąć setka jest rodzajem antidotum
oswajam rozum modlitwa do sufitu wycisza uderzam na ślepo
dotykając wiszącego w gniazdku wyłącznika nagła śmierć
ropodajnych powiek jest mniej dramatyczna
na bliskim wschodzie
w bezsenną noc życie w niektórych fragmentach jest
bardziej bliskie w blasku *ostatniej kwadry*
który chce się przedostać most nieoświetlony łączy dwa brzegi rzeki zdeterminowany wypatruję wielkiej niedźwiedzicy
na zachmurzonym niebie na szybach widmo najciemniejszej
majowej nocy ozdobionej kłosami zboża i chabrami
zachowałem trochę rozsądku
miłość jest jak film na gapę
wślizgujesz się przez okopcone okienko w toalecie
z entuzjazmem początkowa fabuła bez kroniki
nie nabiera pozytywnych wibracji szukam na twarzy jej okruchów romantyzmu nie rozdziobanych
przez ptaki powoli falują w oczach pozłacane liście
odnajdujemy siebie w samym środku pustego parku rodzą się
w milczeniu ukryte w młodości żądze
wracając do punktu wyjścia następne
muśniecie warg drapieżne objęcie nie doczeka
kolejnego happy endu unosił się majaczący dym z papierosa
w chłodnym spojrzeniu popłynął lodołamacz Staralina
a ja nie trafiam na miejsce w którym mogę się ukryć
gdy noc zlizuje zboczone sny
nad brzegiem pod rzucone pytania za trzy punkty
na krach nie usłyszalne odpowiedzi odległej alfy i omegi
Ilość odsłon: 1920





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.