Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

W styczniu nad ranem jest niebiesko.

W mokrych gałęziach i brudnych liściach

coś oddycha, a potem cichnie powoli.

To noc zostawia na śniegu krucze ślady,

są tam dopóki miasto nie puchnie od kroków.


Budzę się wtedy i słodzę herbatę.

Jest zimno, więc myślę o ostatnim lecie — 

o owadach umierających w ulicznych latarniach i

tych wszystkich chłopcach, z którymi bywałam.


Coś mi mówi, że zimą jest tu jeszcze niebezpieczniej.

Na przystankach lgnie się do obcych spojrzeń,

a w knajpach szuka rozgrzanych rąk.


Dlatego muszę zostać i dopić herbatę,

albo uciec zanim zrobi się ciemno.


Bo styczeń, krwiożerczo żywy,

ocieka potrzebą oswajania, 

pełen chłopców płochych jak zmarznięte wróble.

cykl Atrybuty zimy

Ilość odsłon: 2221

Komentarze

grudzień 15, 2017 21:38

Drzewiej mówiło się o płochych białogłowach, dzisiaj o takichże chłopcach, no cóż czasy się zmieniają.
Pozdrawiam

Konto usunięte

2-4

grudzień 15, 2017 19:34

Czekałam na Twój kolejny wiersz :-)