Janvierdunord
*****Le Parisienk ********
W czerwcowych falach wyrzucanych na brzeg
zrodziło w egzaltacji nienaturalny krzyk
I rozlało się gwałtownie jak afrykańskie zwrotnikowe
słońce na wąskich i malowniczych ulicach Paryża
Wypalając piętno na 2,5 mln bladych twarzach
Nieskończoność nie była rozpoznawalna na skrawku nieba
nie powiązane sobą chłodne noce i strach przed świtem
Rozhuśtana intuicja wewnętrzny głos wysłany do skrzynki
na listy lipcowy melanż francuzów który kaleczył doznania głęboko
Ze słońcem u boku skonała starzejąca się chirologia
i sierpniowa dezaprobata do umiłowanych w wierze chrześcijańskiej
Wzrok w kawiarniach jak niedojrzałe owoce spadające z drzewa
pozostawiona gorczyca odciski i bąble na kamieniach
Bezsilnie wrześniowe dni zbłąkane źdźbła wplątane we włosy
między palącymi się autami prześwitują ranne promienie
Pytanie do jedynego Boga rozbudza kolejne wyhodowane zwierzę
zostawiając rozdarcia i strupy na policzkach ukochanych bliźnich
Między grudami głów październik oblepiony nowym błotem
i nim nastanie kolejny ciepły wiatr
i nim spadnie ostatni chłodny deszcz
nie wyczujesz pod palcami interpunkcji na poboczu
nieleczona konwulsja w biegu
Ilość odsłon: 4180





Komentarze
Janvierdunord
grudzień 29, 2017 12:45
z generatora???a czemuż to ??? może przemilczę.również)))pozdrawiam
Leszek.J
grudzień 29, 2017 12:42
wiersz wygląda jak z generatora tekstów, mimo to:
Pozdrawiam
Janvierdunord
grudzień 29, 2017 12:20
dziękuje z akcentem na gniot)))pozdrawiam czytelnika
Gudmundur
grudzień 29, 2017 12:03
Pozytywnie - to jest mega grafomański gniot -:)
Co do interpretacji - wrócę potem.
Pozdrawiam autora