Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

(fragment nowo pisanych wspomnień)

Kiedy w żółwim tempie dokulaliśmy się do mostu i po przejechaniu nim na wschodnią stronę Wisły ruszyliśmy kilka kilometrów na południe i wschód w stronę Kwidzyna, od razu poczuliśmy przyjemność z rowerowej jazdy. Tak, jak marzyliśmy, teraz wiatr nas popychał  albo wiał lekko z boku, ale z tyłu. To była nagroda za wcześniejszą mordęgę.  

W mieście pojechaliśmy kawałek nadwiślańskim błoniami. Kiedy nasza grupka przejeżdżała pod zamkowym gdaniskiem, zażartowałem do Decybela:

– Uważaj, uszy po sobie i patrz do góry!

– A co jest? – Kolega nerwowo zadarł głowę, ale nic go nie zatrwożyło. Nad nami wznosił się tylko długi, monumentalny ganek ceglany na wysokości drugiego piętra, wsparty na kilku filarach.

– Już nic, uff – głęboko odetchnąłem, kiedy tylko wyjechaliśmy spod gdaniska. – Trzeba uważać, aby gówno na łeb człekowi z góry nie spadło.

– Jakie gówno, o czym ty mówisz? – Decybel odruchowo pociągnął nosem, ale wyraźnie nic nie wyczuł, więc tylko pokręcił głową. – Nic nie czuję.

– Widocznie nikt tam u góry akurat nie siadł – ciągnąłem w żartobliwym tonie. – Ale poważnie, to to nad nami jest gdaniskiem, zbudowanym przez Krzyżaków.  Po naszemu to kibel, wychodek, latryna. Zwykły sracz… noo, może nie aż tak zwykły, jak widać – zaśmiałem się. – Krzyżacy, trzeba przyznać, potrafili budować w średniowieczu i zadbać nawet o higienę. Robili tu dwójkę, a ona leciała prosto do rzeki. Wtedy tędy dołem płynęła. Oczywiście, tylko część mieszkańców zamku korzystała z takiego udogodnienia. Reszta robiła jak zwykle od zamierzchłych czasów, gdzieś w krzakach lub przez drąg. – Odpowiedzią był chóralny śmiech towarzyszy jazdy.

– A po co aż takie ogromne kible budowali? – Decybela wyraźnie zainteresował temat. – Zmarnowany pieniądz i cegły.

– To nie tylko kibel, ale  jednocześnie i część zamku obronnego. Z góry można było ostrzeliwać atakujących mury. Ty się, Decybel, ciesz, że nie urodziłeś się ze sto lat temu. Też byś latał w krzaki, wucetów prawie nie było. Tylko u najbogatszych. 

– Decybel, nie zarobiłbyś wtedy na taki luksusowy kibelek. – Bartek zażartował, wskazując dłonią w górę za siebie, na pozostałe już za nami gdańsko. – A właściwie dlaczego taka nazwa?

– A cholera ich wie – pokręciłem głową. – Jedni, że od nazwiska budowniczego, inni, że skierowane były na zachód, w kierunku na Danię. Kolejni piszą, że Krzyżacy chcieli upokorzyć niepokorny Gdańsk, kiedy go podstępnie zajęli w 1308. Podobnie jak z naszym Grudziądzem, też nie wiemy. Niektórzy domniemują, że nazwa pochodzi od grudy ziemi, inni, że od grodu albo grudy cegły, użytej do budowy zamku. Jednak to wszystko podobno. Ale, Decybel, wiesz co to sławojka?

– No co? – Wzruszył ramionami. – Zwykły wychodek, kibel, jak to na wsi.

– Tak, ale skąd nazwa? – to pytanie skierowałem już do wszystkich, kiedy włączał mi się tryb „nauczyciela”. „Nawyk zawodowy drugą naturą człowieka” i czasem nie mogłem się powstrzymać, chociaż nie byłem w pracy. 

– Dobra, kończ już, bo nim skończysz, będziemy na pizzy i smród jeszcze przeniesiesz. – Matołek roześmiał się.  Byliśmy już w Marezie i skręciliśmy bezpośrednio na Kwidzyn.

– A com zaczął, skończysz muszę – filozoficznie stwierdziłem. – Sławojki mają nazwę od przedwojennego generała Felicjana Sławoj-Składkowskiego. Piłsudski go na początku lat trzydziestych wyznaczył na ministra spraw wewnętrznych i ten postanowił wprowadzić minimum higieny na wsiach. Wojskowy, ale wcześniej był z wykształcenia i zawodu lekarzem. To i zarządził, że wszyscy na wsi muszą zbudować w swoim gospodarstwie drewniane toalety, aby chłopy nie srali, gdzie popadnie i zarazki roznosili. – „Aleś się rozgadał, hamuj” sam siebie w duchu zganiłem. – Nie wszystkim w to było graj, tyle dobrych desek marnować na sranie. No to wprowadził karę grzywny i sam przy przejazdach czasem sprawdzał po wsiach, są wychodki, czy nie. Nie ma? A grzywnę wpłacił? No to i od jego nazwiska nazwali je sławojkami.

Tak rozmawiając i się przekomarzając dojechaliśmy w krótkim czasie do Kwidzyna, gdzie na ulicy Piłsudskiego była knajpka serwująca bardzo dobrą pizzę.  Do tego można tam było dostać ją w ogromnym rozmiarze XXX, a właściwie XXXX, podawaną na drewnianym kole. Trzech dorosłych mężczyzn ledwie mogło jej wspólnie poradzić, a czterech spokojnie się najadało po dziurki w nosie.

Dziewczyny zamówiły jedną pizzę na ich czwórkę, my, mężnie, zdecydowaliśmy wziąć po jednej na trzech. Decybel, jak zwykle, też zamówił, ale „jedną na Decybela”. Byliśmy do tego przyzwyczajeni, chociaż tym razem powątpiewaliśmy. Zobaczymy, czy ją zmoże…   

Pizza była bardzo dobra, upieczona na kruchym spodzie. Jednak „co za dużo…”. Ja z dwoma kolegami już zaczęliśmy się męczyć przy pochłanianiu kolejnych jej części, a na drewnianym blacie nadal czekało kilka kawałków. W tym momencie usłyszeliśmy głos Decybela, samotnie siedzącego przy sąsiednim stoliku:

– Uff, dobra była, naprawdę dobra. 

Wystarczył szybki rzut oka i zamarliśmy z podziwu – my jeszcze jedliśmy i to z trudem, a on w tym czasie zdążył zjeść ją całą. W pojedynkę! Nie zdążyliśmy się odezwać, kiedy Decybel lekko odchrząknął, przetarł usta dłonią i skomentował:

– Nie wiem, wziąć jeszcze jedną? Chyba jednak drugiej nie zamówię.

Znowu nas wyprzedził – nim wybuchnęliśmy głośnym rechotem, dokończył poważnie:

– Najwyżej po drodze gdzieś podjem.

Nasz wybuch śmiechu rozniósł się takim grzmotem po uliczce, że wszyscy przechodnie poodwracali głowy.

– A wy co? – Decybel popatrzył po nas. – Nie smakuje wam, że się tak guzdrzecie?

– Smakuje, smakuje – szybko odpowiadając aż zakrztusiłem się kawałkiem pizzy trzymanym w ustach – tylko nie mamy tak gargantuicznych żołądków.

– Jakich?!

– Noo… ogromnych, jak twój. Ale wracamy już prosto do domu. Nie ma po drodze gdanisk. Jak cię przyciśnie dwójka, to pójdziesz w krzaki. Przynajmniej porządnie użyźnisz Matkę Ziemię. Po takiej pizzy…

Ponownie rozległ się śmiech naszej grupki cyklistów. Tylko Decybel wzruszył ramionami.

...Z dużym trudem, ale udało się nam dokończyć posiłku i ruszyliśmy w drogę powrotną do Grudziądza. Jedynym utrudnieniem był ponowny wiatr w twarz – w czasie naszego godzinnego postoju zmienił kierunek znowu na nam przeciwny. Ale w stosunku do poprzedniego odebraliśmy go jako ledwie zefirek.  Wszystko jest względne na tym najlepszym ze światów… nie tylko odczucie wiatru, ale nawet wyobrażenie o pojemności ludzkich żołądków.
Ilość odsłon: 227

Komentarze

luty 20, 2026 14:53

Sacrebleu. Lepiej mi nie zdradzaj tej lokalizacji Jestem ciekawski i jeszcze bym zaglądnął...
Zbyt dużo mam jeszcze chęci do zrobienia na naszej Matce Ziemi.

luty 20, 2026 12:22

Po prawdzie to dwie takie sławojki już stoją w Puszczy Kampinoskiej, ale nie mogę zdradzić lokalizacji. Walka ducha z ciałem trwa nieustannie i na każdym polu, chodzi o to aby duch zwyciężył, zwycięstwo ducha nad materią - oto raj.

luty 20, 2026 12:05

Zdzichu, mogą już być. Duch człowieka wtedy się w inny wymiar wznosi, gdy pozbędzie się ciężaru. A jak nie ma, to będą, ja już zaprojektowałem piktogramy dla sławojek przyszłości:

https://scontent-waw2-2.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/504951420_10236802460304021_3821459078357747387_n.jpg?_nc_cat=102&ccb=1-7&_nc_sid=13d280&_nc_ohc=imCcD3uxPcIQ7kNvwFu2Pp8&_nc_oc=AdnJzlvb6uGMuQvfHVFC2U54Ozl9UFUjCfVqBMav6Rh2VShGL7h8UV6hBlq7yrNI2jg&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-2.xx&_nc_gid=hwLoDBMitpPS_TKYYUy8YQ&oh=00_AfuZoPOMmxEbBptQhZsAAyZ5Z2MomZgpz8Gph82NICXxtg&oe=699E18B8

https://scontent-waw2-2.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/504635824_10236802459343997_1097596530698376477_n.jpg?_nc_cat=106&ccb=1-7&_nc_sid=13d280&_nc_ohc=UPtBYPZELxMQ7kNvwG6WXzW&_nc_oc=AdmGntyH1htE3YuHdbJ8ECNWHJ3HOhhAVutZ6B34ARdEuS0Jlo0T2dlh3Cz4MvZLyms&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-2.xx&_nc_gid=W9ET6WZTfjSigebvmUHhvQ&oh=00_AfssBeXxq0O9FKob0nmdmNBTPhtGtnSmurusK-2kMsIKHA&oe=699DFAA9

luty 20, 2026 11:45

Myślisz, że są już toj toje do potajemnego znikania ludzi? Może... teleportacji? Na inn eplanety? W świat równoległy? Poza Wszechświat?
Kurde, będę uważał przy używaniu... a może, dla pewności, całkiem z nich zrezygnuję. Co natura, to natura. Poznać ją po zapachu...

luty 19, 2026 22:54

Zdecydowanie, przed blokiem stoją dwa tojtoje, unowocześnione sławojki teleportacyjne.

luty 19, 2026 16:23

PS. Sławojki są wypierane przez toj toje, ale brak już czucia "natury" :)))

luty 19, 2026 16:22

Sławojki stawiano i po wojnie, PRL... i to nawet masowo, we wsiach i w miastach, dopóki nie upowszechniła się kanalizacja. Do dzisiaj stoją w wielu mniejszych miejscowościach. Niedługo będą "obchodzić" stulecie swojego powstania ;)

luty 19, 2026 16:20

Misterze, czasem zaczyna się od pizzy (z góry), a kończy na sławojce (z dołu).
Gen. Sławoj-Składkowski był najwierniejszym z wiernych ludzi Piłsudskiego. Wykonywał jego rozkazy bez pytania. Taki podobno surowy zupak. Ale w sprawie sławojek się zasłużył.

luty 18, 2026 18:06

Sławojka jako wyrzut sumienia
dzisiejszej lewicy,
która przez wszystkie człowieka
odmienia zaimki -

a sławojka nieśmiało nadmienia,
że człowiek pracy,
jako dawniej, tak i teraz
również powinien

dla lewicy się liczyć.

luty 18, 2026 17:54

Dobrze się czyta, pomieszanie smacznego z niesmacznym, jak to w życiu, nic co ludzkie, aczkolwiek na obraz pizzy nakłada się obraz sławojki, i vice wersja. sławojka, też się zastanawiałem skąd ta nazwa, niby nic takiego, niby tylko sławojka, a jednak, kiedy się pomyśli jak ludzie załatwiali te sprawy w nieodległej przeszłości, to jednak - jest w tej sławojce coś szlachetnego, jakaś wzniosła, humanistyczna i postępowa myśl, trzeba tylko uruchomić wyobraźnię, i wyobrazić sobie, że się jej nie ma, że nie ma się żadnych urządzeń sanitarnych Jakiś postęp w czynieniu Polski i świata lepszym, aczkolwiek do najlepszego pewnie mu jeszcze daleko. Pomnik i chwała sławojce.