Sąsiadka Mościckiego
Życie jako sen wariata śniony nieprzytomnie*
Czasem myślę, że życie to wielki sen. Małe chwile, dzieci sny.
Jestem snem.
Dzieciństwo, dorastanie, studia, młodość potem macierzyństwo, praca, dom. Curriculum vitae to sen.
Nie. To wszystko się nie wydarzyło. To tylko wielki sen. Przechodziłam ze snu do snu. Nawet nie wiem czy miał granice, w którym momencie i jak przechodziłam na drugi brzeg. Co nas łączyło, co łączyło poszczególne sny? Czy to była pomyłka? Chyba nie. Czasem koszmary, innym razem szczęście. Uśmiech na twarzy z okładem z promieni słonecznych. Czy to tylko ja tak mam? Czasem w tym śnie byłam kimś ważnym, czasem przegraną. Nie wiem czy świadomie żyłam. Jesień mieszała się z wiosną; lata czasem w ogóle nie było. Dlaczego?
Ubezwłasnowolnił mnie czas, sen, a może ja sama? Sama ze snem, z tym wszystkim co miałam, się ubezwłasnowolniłam.
Czy się obudzę kiedykolwiek? Czy przejdę do poprzedniego snu? W którym miejscu się zaczęłam, w którym będzie koniec?
Nie mam większego wpływu na to, co wokół. Jak odkryję przyszły sen? Nie umiem. Czasem dosiada mnie prawda, że to wszystko gówno warte.
Z obecnego snu nie mogę się obudzić. Jestem potęgą i zarazem dnem z jego dziećmi koszmarami.
A bajki, że ktoś pocałuje czy uszczypnie to tylko bajki. Nie obudzę się.
A może w tym śnie jestem bardziej żywa niż poza nim?
Kto to wie? Kto to wie?
Ten dzisiejszy dzień jak życie nie jest długowieczny.
To minie minie. Każdy sen jest przejściem do następnego. Czy to wszystko mi się śni?
A niektórzy mówią o wyzwoleniu, który przynoszą brak wielkiej miłości, brak lęku. To tylko Sen.
A może gdyby to wszystko nie było snem i nigdy nie byłoby nadziei na przebudzenie? Tak. To musi być sen, w przeciwnym razie, nie zdołałabym udźwignąć ciężaru, jakim jest życie.
Ilość odsłon: 473





Komentarze
Sąsiadka Mościckiego
marzec 04, 2026 11:18
Ajra bardzo dziękuję za Twoje słowa :)
Pozdrawiam
Sąsiadka Mościckiego
marzec 04, 2026 11:11
Anya bardzo dziękuję z odczucia :)
Serdecznie pozdrawiam
Anya
marzec 04, 2026 09:57
Wpadł mi w oko tytuł, jest bardzo prawdziwy z perspektywy przeżytych lat. Treść jest dobra klamrą tytułu. Mam wrażenie takiej w pewnym sensie retrospekcji. Ale to tylko moje odczucia.
Ajra
marzec 04, 2026 08:13
Ciekawe, masz dar wprowadzenia czytelnika wgłąb treści. Ja odbieram to jako refleksyjne przemyślenia: przeszłość-mechanizm-analiza-podsumowanie.
Oczywiście to tylko moje odczucia.
Basia
marzec 04, 2026 03:24
No właśnie nie mam Pawle ;P bliżej mi do konsekwentnego ale plastycznego "teraz" i ewentualnie "potem" (ale to już na dwoje babka wróżyła)
Sąsiadka Mościckiego
marzec 03, 2026 11:11
Dziękuję Wam bardzo za rozmowę pod tekstem :)
Nie macie czasem podobnego odczucia że to co przeżywamy teraz dziś jest snem? Oczywista najczęściej się z tego koszmaru budzimy. Czy nie macie poczucia ze snem są jakieś robione przez was niezbyt ciekawe nawet niepożyteczne dla innych rzeczy?
To jest przerażające bo rzeczywiście takie życie gdzie tylko śnimy robi z nas zabawkę oddała od odpowiedzialności.
Jestem po przejściach z dużym bagażem Basiu. Bardzo dużym. Tak. Uważam że wbrew pozorom jestem silna. Dzis przynajmniej jestem silniejsza.
:)
Ktoś wyraził się kiedyś o moim życiu tak: "To krzyk przez sen".
O śnie wielu pisało. Dobrze choćby poczytać rozdział Lalki Prusa - "dusza w letargu".
Dziękuję i pozdrawiam
PS ostatnie zdanie jakby ratuje bohaterkę. Każdy ma swoje sposoby myśli jak tu przetrwać w okrutnej rzeczywistości.
Mister D.
marzec 03, 2026 10:42
Basia, tzw. teraz też ma walory snu, potrafisz je uchwycić? Kiedy jest teraz? Trochę się interesuję nauką, z teorii Einsteina wynika że czas może nie istnieć, jest dany od razu, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są już dane. I istnieją. Trochę to tak wygląda jakby to jedynie świadomość się przesuwała po tej linii, i stąd wnoszę, że dar jasnowidzenia może istnieć, że to jest możliwe. Są też inne nielinearne, blokowe teorie czasu. Teraz to zjawa, której nie da się uchwycić.
Basia
marzec 03, 2026 06:37
Nie, nie, nie.. O ile przeszłość ma faktycznie pewne walory snu, przyszłość w zasadzie jeszcze większe, to tego samego nie można powiedzieć o "teraz". I to jest akurat pominięte w tekście. W sumie dobrze się czyta, choć trochę płytkie te wody, może by tak na głębię ? Co do puenty.. Może po prostu jesteś silna? ;) bo wszystko na to wskazuje. Pozdrawiam serdecznie.
Mister D.
marzec 02, 2026 21:18
Np. w malarstwie - malarstwo operuje farbą (materią) i kolorem. Kolor w malarstwie podobno się skończył, przynajmniej tak mówiono jakiś czas temu. Kolor jest trudny, jest subiektywny, nacechowany subiektywną emocją, ubywa krytyków, którzy coś wiedzą o kolorze w malarstwie, o malarstwie zresztą też, bo żyjemy w czasach po malarstwie i po sztuce w ogólności, podobno jedynie tematy zostały i koncepty, wszystko ważne, jedno bez drugiego nie istnieje, aczkolwiek tematy, jak wiadomo, są ważne i ważniejsze, przynajmniej wg, niektórych krytyków, i centrali, która ustala ważne tematy i dyskursy. Ale kolor? Znam artystę, dobrego z reszta, ale z kolorem sobie średnio radzi, ma nawet naukowe uzasadnienie, że kolorowe malarstwo jest dalsze od prawdy o świecie, niż to szare i czarno białe, z tego powodu, że właśnie kolor powstaje w mózgu, to mózg widzi kolor, a na zewnątrz go nie ma. I ja się muszę mierzyć z takimi rozważaniami, i uważam, że kolor jest, choćby w naszym mózgu, a mózg jest częścią rzeczywistości, częścią wszechświata, więc kolor w ten sposób jest prawdziwy, istnieje kolor we wszechświecie, może istoty z innych planet widzą go inaczej, albo w ogóle nie widzą kolorów, albo w ogóle są tak inne od nas, że nawet nie mamy pojęcia. Ale my naszą sztukę robimy dla siebie, dla ludzi, a ludzie widzą kolory, więc taki sens ma robienie kolorowego malarstwa, jako komunikacji pomiędzy ludźmi. Niektórzy, nie wszyscy, krytycy nie lubią koloru, bo jest trudny w odbiorze, subiektywny, trudno się o nim pisze, łatwiej o koncepcjach i tematach, oczywiście tych ważnych, na których się nie wyłożysz. Ale kolor istnieje, jest prawdziwy. Ciężko tak na prawdę wyobrazić sobie jak wygląda świat poza naszymi zmysłami, i to czego naszymi zmysłami nie postrzegamy, bo nie mamy zmysłów, żeby to postrzegać, ale to może istnieć, kto wie ile rzeczy wokół nas się przemyka. Myślę, że mogliśmy utknąć w czymś, w jakimś materialistycznym paradygmacie postrzegania świata, i gdyby on został zburzony, kto wie co by się przed nami otworzyło i co byśmy zrozumieli, jak byśmy rozumieli rzeczywistośc i czas, kto wie, kto wie...
Mister D.
marzec 02, 2026 20:54
"Czasem dosiada mnie prawda" - nie wiem czy to celowe, czy miało być "dopada", ale bym zostawił jak jest. Co do snu, to nie tylko Ty tak masz, choć ja zazwyczaj czuję lęk, kiedy nagle wszystko wygląda jak sen, jakby się wgłębić, to to jest sen, przecież wszystko co widzimy jest w głowie, a jednak ten sen jest w jakiś sposób wspólny, przynajmniej dekoracje ma mniej więcej wspólne. Dlatego ja myślę, że to duch jest tak naprawdę prawdziwy, a to co widzimy to sen. Bo pacz Pani - widzimy różę, i myślimy, że jest czerwona, a dosiada nas prawda, że jednak tak naprawdę róża nie jest czerwona, całe wrażenie czerwieni jest w naszym mózgu, na zewnątrz nie ma czerwieni, a jednak czerwień jest, kwitnie na skale ducha. To budzi lęk, bo jednak poczucie, że świat jest realny daje jakieś oparcie, ale on jest też w dużej mierze, a może przede wszystkim, obrazem naszego ducha, który jest małym duszkiem, częścią większego, Wielkiego Ducha. Oczywiście nie mam żadnych dowodów, jedynie poszlaki, ale większość procesów jest poszlakowa.