Rafał Hille
Ostrzyciel noży i nożyczek
na kanciaste podwórko między blokami ze szwedzkiej cegły przychodził
Ostrzyciel Noży i Nożyczek - "nooożee ostrze i nożyczkiii!!!..."
plac zabaw obok gdzie wszystki
dzieciak miał po dwie radioaktywne głowy
mówił się że jest bogaty, a na ręce zapisał tajne numery za które
Państwowa Kolektura TOTO – LOTKA wypłaciła mu kiedyś milion na zagraniczne
podróże
tarcza taniej szlifierki obracała się dalej a naostrzonymi nożyczkami można
było nawet walczyć z pijanymi Siedmioma Samurajami obok trzepaka na dywany
rozstawiał wózek podobny do ambony takiej z jakiej w niedziele ksiądz
karcił nas zbiorowo za masturbację i legalną aborcję robioną
na koszt Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Opieki nad Rodziną Nienormalną
tarcza taniej szlifierki się obracała dalej i zawsze wychodził
a nożem można było walczyć nawet z pijanymi Siedmioma Samurajmi
pachniało smołą i druga połową lata
iskry malowały na niebie nowe
galaktyki i obwieszczały
zwycięstwo załogi G nad blokiem komunistycznym oraz Koreą Północną
wzrost produkcji krajowej brutto w hutnictwie i metalurgii był już pewny
zmierzch próbował zapalić przepalone żarówki latarni, a przemówienia Gierka
o
podwyżkach na masło i cukier niosło się echem między sfatygowanymi ulicami
rzemieślnik w swetrze łatanym letnim wiatrem nie patrzył nigdy gdy
podawaliśmy mu
dwie uśmiechnięte kłosami zboża pięćdziesięciogroszówki
warte tyle co lody poziomkowe w budce na której ktoś napisał LODY
a potem był początek zimy, noże tępiały jak zwykle o tej porze roku
zamiecie i zawieje zapowiadało
główne wydanie Dziennik Telewizyjnego
siedziałem patrząc w okno na podwórko aż ono w końcu zniknęło
Ostrzyciel stanął między huśtawką a ławką, śnieg ciągle padał płatami
wielkości Trybuny Ludu
chyba próbował krzyczeć o nożach i nożyczkach ale wiatr tylko rwał słowa
wicher walił z mocą na jaką tylko było stać
komunistyczny grudzień w Poznaniu
mokry śnieg kleił się do jego palta zszywanego lodowatymi igłami wiatru i
mrozem
w końcu machnął ręką kopnął swoją drewnianą ambonę
ruszył między pawilonem należącym do Państwowej Spółdzielni Spożywców
Społem
a placem parkingowym dla wyleniałych Syrenek oraz dużych i trochę
mniejszych fiatów
w radiu Wolna Europa mówili o obozach koncentracyjnych, Magadanie
chlebie który zabijał tak twardym jak diament i pękających od samotności lodowych
sercach
w reżimówce spiker zapowiadał spokojnie dwudziesty stopień zasilania dla
żarówek domowych
ciemne noce kłuły mrozem i zostawiały przy ulicach zamarzniętych ludzi
porzucone bałwany na które nikt nie czekał w domu





Komentarze
Leszek.J
wrzesień 14, 2026 15:29
Fajnie opisane czasy które się przeżyło.
Dużo dowcipnych momentów, czytało się wybornie.
Pozdrawiam
tetu
wrzesień 13, 2026 22:54
Udostępniłeś wspominajkę :) Też pamiętam!
Bardzo tu gęsto. Zastanawiam się, czy nie za gęsto, ale takie to były czasy właściwie.
Fajny ten śnieg padający płatami wielkości "Trybuny Ludu" :) W ogóle dużo dobrego w tym wierszu. Poruszyła mnie przede wszystkim prawda i ta dziecięca wyobraźnia, która tak pozytywnie kontrastuje z ponurym PRL-em.
Dobrze było przeczytać. Pozdrawiam.
(Trochę literówek się wkradło w pierwszej cząstce)
Mister D.
wrzesień 13, 2026 22:14
Trochę gawędkarsko, ale zawsze się coś złapie. Spoko.
x l a x
wrzesień 13, 2026 20:58
Z humorem i polotem o starych czasach w bloku wschodnim. Pamiętam ;-)