Janvierdunord
Bez zapłaty
jesienna przewrotność nie pierdoli się w spontanicznym tańcu
nieśmiałe nasze spojrzenia upadają
co chwila pod nogi
potykamy się na prostej drodze
śmiejąc się głupkowato
idąc dalej bez obranego celu
dotykamy się sporadycznie
udając że nic do siebie nie czujemy
jak spocone twarze we mgle
tarzające się na ziemi
lubiąc w oddechu odczucie kłącza perzu
polnych kwiatów sanacyjnej dębiny
w wietrzny dzień odlatują ptaki
jak oderwane człony których nie można uratować
przez postarzałe konary sączy się
legendarne światło jak pierwowzór z ksiąg
jehowych żarzące się na krzaku
w letnią pustynną burze
na rozdrożu kulawy pies ujada
i szuka własnego domu
sączy się żywe legendarne światło
a ty histeryzujesz jak małolat na oczach wystaw schroniska
schorowanych ludzi
domu pogrzebowego
-jak ja wrócę ochlapana przez auta do domu
z kolejnym frontem spowalnia
zimny deszcz
nie dbamy o siebie
i nikt nie dba o nas
o urojenia w obcym domu
nieszczęśliwi i przemoczeni
obciekamy z negatywnych emocji
gdzie nie spojrzysz
odcina się granat od czerwieni
strzępiąc się jak sztywna tektura
z nierównych krawędzi przedostaje się
skazane na dożywocie
światło
i przy tym
krwawiąc z bezzębnych dziąseł
cała poświata
jak ze starego amerykańskiego filmu
wyrżnięte we śnie chmury
bez złudzeń pusta połać
a gwiazdy tak jakby na nowo zgłupiały
kamień uwierający w bucie
i kolejna wzdyma na palcu
trzymamy się blisko siebie
za koniuszki palców
przewrotny umysł wspomniał
letni powiew w Pieninach
błękit nieskażonego cywilizacją nieba
uderzenie meteorytu
w zatoce Meksykańskiej
i źle obstalowane płótna
jak wymięte psu z gardła
stoimy przez opustoszałym domem
przez dach przedostały się gałęzie
którym wszystko jedno
i są nieczułe
na zapach zgnilizny ludzkiej sierści
czujemy w powietrzu obłęd
i wiele rzeczy
możemy nagle zapomnieć
krótkie spodenki
na gołych nogach bambosze
i przymrozek który nie dosięga
do wydepilowanych brwi
znikającą szadź na krajowej drodze
do domu powraca ciepło
obraz się zmienia
jak oszronione zbocze
pisze i zbieram myśli o kobiecie
która miała być jedyna i niepowtarzalna
jak początek marca
i nawroty anginy ropnej
w gorączce zanurza mnie do dna
dźwięki słyszalne to szum samochodów
odbicie jak unikat z salonu figur woskowych
może nie są obiektywne brednie ale te wyraźne źrenice
skrepowanie przy tobie co sprawiało wewnątrz ból
oddalenie
które nie były warte poświecenia
kurwa znów przyjdzie w porcelanie niedługo zima
Ilość odsłon: 3958





Komentarze
Janvierdunord
wrzesień 28, 2018 20:06
Hej Raf dzięki za kolejne odwiedziny i słowo ...pozdrawiam
Rafał Hille
wrzesień 25, 2018 23:15
kolejny dobry tekst! podoba mi się!!
Janvierdunord
wrzesień 25, 2018 23:14
Dziękuje bardzo ..Artur
aidegaart
wrzesień 25, 2018 23:03
Bardzo mnie się podoba, bo Twój.
Janvierdunord
wrzesień 19, 2018 18:49
dziękuje za komentarze i sugestię,,nie powiedziałem ostatniego słowa w zapisie ))serdecznie państwa ...pozdrawiam ,zdrowia
Nuria Nowak
wrzesień 19, 2018 10:33
Powiem tak: wiersz jest irytująco ciekawy, zestawienia trochę jak na "odlocie" ale nie to mi przeszkadza.
Przeszkadzają mi "ące", które brzęczą jak sztućce w metalowym pudle np. : opadające,
lubiące, płonący, krwawiąca, uwierający....
Naprawdę można zgrabniej.
Pozdrawiam.
Rafał Hille
wrzesień 18, 2018 22:44
Ha! Tekst ludzi ze go zrozumiem, ale prowadzi na manowce co chwile :-) mi sie podoba... serio troche jak na haju, ale to jego wdziek
Janvierdunord
wrzesień 18, 2018 22:08
hmm wiesz nigdy nie brałem i nie paliłem na masowa skale dzięki za troskę ale twoje wypowiedzi nie wzbudzają we mnie sensacji bo je znam z autopsji)))pozdrawiam H
Konto usunięte
wrzesień 18, 2018 22:01
Była trawka, czy coś mocniejszego? Pozdrawiam.
Janvierdunord
wrzesień 18, 2018 21:56
pozdrawiam i dziękuje za slowo