Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

jesienna przewrotność nie pierdoli się w spontanicznym  tańcu 

nieśmiałe nasze spojrzenia upadają 
co chwila pod nogi
potykamy się na prostej drodze  
śmiejąc się głupkowato 
idąc dalej bez obranego celu  
dotykamy się sporadycznie
udając że nic do siebie nie czujemy 
jak spocone twarze we mgle 
tarzające się na ziemi
lubiąc w oddechu odczucie kłącza perzu 
polnych kwiatów sanacyjnej dębiny

w wietrzny dzień odlatują ptaki 
jak oderwane człony których nie można uratować 
przez postarzałe konary sączy się 
legendarne światło jak pierwowzór z ksiąg 
jehowych żarzące się na krzaku 
w letnią pustynną burze
na rozdrożu kulawy pies ujada 
i szuka własnego domu 
sączy się żywe legendarne światło 
a ty  histeryzujesz jak małolat 
na oczach wystaw schroniska 
schorowanych ludzi  
domu pogrzebowego 
-jak ja wrócę ochlapana przez auta do domu 


z kolejnym frontem spowalnia 
zimny deszcz  
nie dbamy o siebie 
i nikt nie dba o nas 
o urojenia w obcym domu
nieszczęśliwi i przemoczeni 
obciekamy z negatywnych emocji 
gdzie nie spojrzysz 
odcina się granat od czerwieni 
strzępiąc się jak sztywna tektura 
z nierównych krawędzi przedostaje się 
skazane na dożywocie 
światło 
i przy tym 
krwawiąc z bezzębnych dziąseł  


cała poświata 
jak ze starego amerykańskiego filmu 
wyrżnięte we śnie chmury 
bez złudzeń pusta połać 
a gwiazdy tak jakby na nowo zgłupiały 
kamień uwierający w bucie 
i kolejna wzdyma na palcu
trzymamy się blisko siebie 
za koniuszki palców  
przewrotny umysł wspomniał 
letni powiew w Pieninach  
błękit nieskażonego cywilizacją nieba  
uderzenie meteorytu 
w zatoce Meksykańskiej 
i źle obstalowane płótna 
jak wymięte psu z gardła


stoimy przez opustoszałym domem 
przez dach przedostały się gałęzie  
którym wszystko jedno
i są nieczułe 
na zapach zgnilizny ludzkiej sierści 
czujemy w powietrzu obłęd 
i wiele rzeczy 
możemy nagle zapomnieć 
krótkie spodenki 
na gołych nogach bambosze
i przymrozek który nie dosięga 
do  wydepilowanych brwi 
znikającą szadź na  krajowej drodze 


do domu powraca ciepło 
obraz się zmienia 
jak oszronione zbocze 
pisze i zbieram myśli o kobiecie 
która miała być jedyna i niepowtarzalna 
jak początek marca 
i nawroty  anginy ropnej
w gorączce zanurza mnie do dna
dźwięki słyszalne to szum samochodów
odbicie jak unikat z salonu figur woskowych 
może nie są obiektywne brednie ale te wyraźne źrenice 
skrepowanie przy tobie co sprawiało wewnątrz ból 
oddalenie 
które nie były warte poświecenia 

kurwa znów przyjdzie w porcelanie niedługo zima
Ilość odsłon: 3964

Komentarze

wrzesień 28, 2018 20:06

Hej Raf dzięki za kolejne odwiedziny i słowo ...pozdrawiam

wrzesień 25, 2018 23:15

kolejny dobry tekst! podoba mi się!!

wrzesień 25, 2018 23:14

Dziękuje bardzo ..Artur

wrzesień 25, 2018 23:03

Bardzo mnie się podoba, bo Twój.

wrzesień 19, 2018 18:49

dziękuje za komentarze i sugestię,,nie powiedziałem ostatniego słowa w zapisie ))serdecznie państwa ...pozdrawiam ,zdrowia

wrzesień 19, 2018 10:33

Powiem tak: wiersz jest irytująco ciekawy, zestawienia trochę jak na "odlocie" ale nie to mi przeszkadza.
Przeszkadzają mi "ące", które brzęczą jak sztućce w metalowym pudle np. : opadające,
lubiące, płonący, krwawiąca, uwierający....
Naprawdę można zgrabniej.
Pozdrawiam.

wrzesień 18, 2018 22:44

Ha! Tekst ludzi ze go zrozumiem, ale prowadzi na manowce co chwile :-) mi sie podoba... serio troche jak na haju, ale to jego wdziek

wrzesień 18, 2018 22:08

hmm wiesz nigdy nie brałem i nie paliłem na masowa skale dzięki za troskę ale twoje wypowiedzi nie wzbudzają we mnie sensacji bo je znam z autopsji)))pozdrawiam H

Konto usunięte

2-42-42-4

wrzesień 18, 2018 22:01

Była trawka, czy coś mocniejszego? Pozdrawiam.

wrzesień 18, 2018 21:56

pozdrawiam i dziękuje za slowo