Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Unosiłem się w kuli, ściany z puzzli miała,

od zewnątrz szara kulka, od wewnątrz wspaniała,

doskonała katedra, na koronie drzewa

niedosiężnej dla oczu jej strop się opierał,


w niewidocznych konarach śpiewały słowiki,

och, można było umrzeć w doskonałej chwili,

aż tak byłem w niej żywy, gdy słowikom gwiazdy

oddzwaniały jak dzwonki, lub dźwięczne sonary,


gdy odnalazłem siebie, w tej nocy wiosennej,

jakby dzień nie miał nadejść, już miała trwać wiecznie,

parująca, wilgotna, słowiczy śpiew, gwiazdy,

ja na ławce pod drzewem, wraz ze mną ślimaki.


Jedynie ślepym trafem do niej się dostałem,

niewidoczne łączenia w kuli doskonałej,

zakwitały konwalie niczym śnieżne lilie,

i żal mi było ludzi, że nie mogą widzieć.


Biedronka mi na palcu siadła jak klejnocik,

rozwinęła skrzydełka, rozpłynęła w nocy,

i wstyd mi było ludzi, gdy na ciemnych schodach

płakałem po niej gorzko, na pustych peronach,


och, w poduszkę płakałem po mojej katedrze.


Ilość odsłon: 70

Komentarze

maj 31, 2022 09:43

https://www.youtube.com/watch?v=VxD5vb8n6OU