Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki



Wiersz po edycji:

rozdałem się —
w kroku portki starte na proch.
kawa poszła bokiem,
a zmrożonej nie przełknę,
organizm składa reklamację.

marchewa woła o więcej lodu
demonstracyjnie tracąc godność.
uczciwy interes wstawał mu tylko
przy kolegach, za drzwiami
domkniętymi na szept.

oto klucz:
kartonowe uśmiechy,
papiery z cudzą datą urodzenia,
jakiś Woody Allen?
jakby to jeszcze coś znaczyło.

sprawdzając kurs walut milczysz—
zawsze coś drga, nie zawsze spada.
przytaknęliśmy:
niechby i kilka miesięcy,
lecz po swojemu,
nigdy na kolanach.
zeznania skarbowe ugrzęzły w zaspie,
żeby patriotom ulżyć w rżeniu.

w kieszeni noszę niecierpliwość,
zmieszaną ze starym jajkiem.
atrament mało sympatyczny,
ale działa.
Ilość odsłon: 796

Komentarze

luty 03, 2026 06:19

Żyję z daleka od umysłów urodzonych pod rozwiązłą gwiazdą. Zakochuję się w pięknych umysłach. Z pięknymi kobietami miewam spotkania bez zobowiązań i żadnych obietnic lub czeków bez pokrycia. Szczerze i uczciwie. Dlatego nie interesuję się głupotkami nieletnimi, bo brak treści uwiera. Trzeba być marchewą, by ugrzęznąć w takim bagnie. Co na to dzielni hamerykańscy łojcowie?

luty 02, 2026 16:21

Już wiem o co chodzi z Woodym Allenem. Nie byłem na bieżąco. Obrzydliwe to wszystko i bardzo smutne, szambo ze wszystkiego wypływa.

styczeń 29, 2026 13:36

U mnie z pisaniem jest nieco inaczej niż z gotowaniem. Potrawy szykuję, by smakowały, jeśli nie wszystkim, to przynajmniej większości. I wtedy słyszę, że brak im tego twista, zadziora. Na to wskazuję zestaw z przyprawami i świeżymi ziołami. To pokarm dla ciała.
Pisanie jest z zasady nie do każdego, bo nie każdy potrzebuje duchowej strawy, bądź gimnastyki dla umysłu. Dlatego mogę sobie pozwolić na luksus zabawy słowem, znaczeniami i dodatkowymi drzwiami. Dlatego jest szansa, że wiersz po kilku latach nadal będzie przynajmniej do przyjęcia.
Poza tym, kto tak naprawdę pamięta hurtowników od kawy na ławę?
A na dokładkę bezchmurne niebo nad głową sprzyja szlifowaniu pazura. Ponad miesiąc bez kropli deszczu. Żyć, nie umierać. Tego wszystkim życzę.

styczeń 29, 2026 12:25

Milo, piszesz bardzo enigmatycznie, a Twoje wiersze są pełne odniesień i sarkazmu. Przez to nie można przy nich nie przystanąć. Trochę mnie to denerwuje ale przystaję...

Po kilkukrotnym przeczytaniu zaczyna się przede mną rozpościerać sens, a elementy układają się w mozaikę.

Podoba mi się ostatnia strofa - jest ładną puentą.

W kieszeni noszę niecierpliwość (piękna fraza)
zmieszaną ze starym jajkiem (które trzymasz pewnie na wypadek okazji, by nim w kogoś rzucić, taka groźba, niedokonana sytuacja)
atrament mało sympatyczny
ale działa (czyli myślisz wiele, zaciskasz pięści w kieszeni ale nie wypowiadasz na głos tego, ponieważ nie są to słowa "sympatyczne" w odbiorze. atrament sympatyczny służy kiedyś do pisania wiadomości tajnych, widocznych dopiero po podgrzaniu lub użyciu odpowiedniego środka chemicznego)

No i tak to właśnie jest z Twoim pisaniem, kilkanaście słów wiersza a kilkadziesiąt - tłumaczenia prozą)

Pozdrawiam serdecznie Ojca Redaktora ;)
Trzymaj się!

styczeń 29, 2026 04:58

W pewnym momencie życia każdy odczuwa dyskomfort i zmęczenie materiału.
Dlatego ja działam nieco inaczej: odnotowuję aktualny stan zapalny i ruszam coś zmienić. Tym razem padło na inny kontynent, klimat i styl życia.
W chwili obecnej oduczam się europejskości. Nie jest łatwo, ale ile przy tym śmiechu ...

styczeń 28, 2026 13:35

Taki wiersz, który udaje luzaka, a tak naprawdę jest zmęczonym inteligentem w rozdeptanych butach. Najlepsza jest puenta. Całość zostaje w głowie dłużej, niż by się chciało... Ciekawy tekst.

styczeń 28, 2026 13:28

Żyjąc w okolicach raju mogę jedynie pogrozić piórem, niby szabelką. Lecz milczeć nie zamierzam. Nigdy nie rozumiałem polskiej usłużności wobec amerykańskich władz i tej szczególnej atencji, jaką są obdarzane oszołomy zza większej wody.
Tak łatwo zapomina się różne świństwa tym, którzy byli prawzorem dla pana ustawki Nawrockiego, a trudno pojąć, że prawdziwe sojusze tworzy wspólna potrzeba i agresor u granic.
Nie wszystko można kupić. Nie każda metryka jest dowodem zbrodni. Po czynach ich poznamy.
Zdrowia życzę, bo w Polsce zima, a Eire sztormy
U mnie chłodniejszy noc 24°C i lekka bryza od wody.

styczeń 28, 2026 11:56

Dużo rozgoryczenia w wierszu. Marchewa woła o więcej lodu - czytam dwojako, jako aluzję do ICE i zakusy Marchewy względem Grenlandii, bo mu lodu za mało, do drinka władzy, którym się uchlewa. Czytam też aluzję do sprawy pewnej wyspy, czy dobrze czytam? Nie kumam Woodyego Allena. Kursy walut - jako papierek lakmusowy, z którego peel próbuje wyczytać sytuację własną, jak i tąpnięcia globalne, ta metafora wydaje mi się najbardziej niepokojąca, takie trochę przystawianie ucha do ziemi, do zbocza wulkanu... Puentę czytam jako wyraz bezsilności, a jednocześnie ten mało sympatyczny atrament - co mamy zrobić, napisać, niewiele to zmieni, ale zawsze jakaś ulga. A jak głosiła pewna piosenka - ta zima przecież kiedyś musi minąć, znów zazieleni się. Tak odczytałem Twój wiersz.

styczeń 28, 2026 10:59

Bardzo dobrze, że nie pozostajesz obojętny. Takie wiersze są potrzebne.
Ale wierzę, że to kiedyś* wkrótce nastąpi:)

styczeń 28, 2026 02:56

Taką wybrałem perspektywę. Kiedyś będę pisać wiersze o przyjemniejszych zagadnieniach. Nawet siedząc w domniemanie raju nie mogę się zupełnie odciąć. Tym bardziej, że wszystko zaczyna być coraz bardziej globalne. Kiedyś...